Okładka „Palownika” Gregory’ego Funaro utrzymana jest w konwencji charakterystycznej dla kryminałów. Kusi także fakt, że ta powieść zaliczona została do „Zabójczej serii”. Czego więcej chcieć od książki na długie letnie wieczory? Chyba tylko nieco dreszczyku emocji.
„Palownik” rozpoczyna się bardzo obiecująco. Po prologu byłam właściwie przekonana, że trzymam w dłoniach książkę, która z powodzeniem podbije serca miłośników kryminałów. Być może nie był to wstęp bardzo oryginalny, ale pozwalał mieć nadzieję na historię kryminalną z prawdziwego zdarzenia. I muszę przyznać, że nie wiem dlaczego autor nie wykorzystał tej szansy do końca.
Agent specjalny FBI Sam Markham został zaangażowany do śledztwa, które budziło niedowierzenie u jego współpracowników – ktoś zabijał ludzi nadziewając ich na pal. Na początku nie potrafiono powiązać ze sobą kilku osób, które zginęły w taki właśnie sposób, ale szybko przekonano się, że takie zbiegi okoliczności nie istnieją. Sam stanął więc do nierównej walki z człowiekiem, który zabijał według nikomu nieznanego wzoru. Gregory Funaro uzbroił jednak swojego głównego bohatera w szereg cech, z godną pozazdroszczenia intuicją na czele, które pozwolą Samowi zrozumieć motywy okrutnych mordów.
Dla mnie książka „Palownik” składa się tak naprawdę z dwóch części, które należałoby ocenić osobno. Pierwsza, czyli dochodzenie FBI i działania mordercy nie wzbudziły we mnie specjalnego entuzjazmu, że już o dreszczyku emocji nie wspomnę. Autorowi nie udało się znaleźć złotego środka między dłużącymi się momentami, gdy FBI nie ma właściwie punktu zaczepienia, a nagłymi (i momentami dość zaskakującymi) chwilami olśnienia głównego bohatera. Część druga wyjaśnia czytelnikowi właściwie wszystko to, co powinien wiedzieć o mordercy. Stosując retrospekcję Gregory Funaro przedstawia dzieciństwo i młodość tytułowego palownika. Wyjaśnia jego motywy i pochodzenie przekonania o doniosłej roli generała i służbie Księciu. I ten element książki był dla mnie zdecydowanie bardziej atrakcyjny. Autorowi udało się stworzyć mroczny klimat, osaczający nie tylko głównego bohatera, ale też czytelnika. Co prawda uważam, że w „Palowniku” kilka epizodów i wyjaśnień można byłoby pominąć z korzyścią dla lektury, aby pozostawić czytelnikowi pole do interpretacji i wyobraźni, ale i tak część o przeszłości palownika zasługuje na wyróżnienie. Gdyby Gregory Funaro popracował i rozwinął ten wątek, można byłoby z powodzeniem zrobić z niego materiał na osobną książkę.
„Palownika” oceniłabym jako kryminał ze średniej półki. Jeśli nie nastawicie się na przeżywanie permanentnego napięcia podczas lektury, to książka nie powinna was rozczarować. Samo zakończenie trochę ratuje ogólny odbiór, ale to za mało, by wspominać tę książkę z tęsknotą czy zachwytem. Wydaje się, że opowieść ta miała potencjał, tylko po drodze coś autorowi umknęło. Być może jednak wiązałam z nim po prostu zbyt duże oczekiwania.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Gregory Funaro „Palownik” , Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Komentarze