„Mroczny zakątek” – recenzja

Recenzja książki „Mroczny zakątek”.
Istnieją książki, na które czytelnik nastawia się z wielką nadzieją, niecierpliwie czekając na coś, co go wstrząśnie, zgodnie z zapowiedziami krytyków. Ta książka może jednak budzić mieszane uczucia.

Sięgnięcie po „Mroczny zakątek” Gillian Flynn wynikało przede wszystkim z ogromnego zaskoczenia – chciałam poznać pozycję, która utrzymała się aż 200 tygodni na listach bestsellerów! Może był to z mojej strony błąd, bo oczekiwałam po niej wszystkiego, co najlepsze. Tymczasem, po przebrnięciu przez blisko 500 stron, pozostał we mnie jedynie niesmak i mieszane uczucia.

Libby Day poznajemy, gdy ma ponad 30 lat i nadal nosi w sobie efekty tragicznych przeżyć z dzieciństwa. Nie może pogodzić się z myślą, że brat, przeciwko któremu zeznawała w dzieciństwie, może nie być winny wybicia jej matki oraz sióstr. Gdy dostaje zaproszenie od Klubu Kryminalnych Ciekawostek, zainteresowanego jej tragicznym życiem i zdarzeniami sprzed lat, zaczyna – nieco wbrew sobie – poszukiwać odpowiedzi. Czy jednak je znajdzie? Czy będą to takie odpowiedzi, na jakie faktycznie liczyła? Co osiągnie dzięki rozkopywaniu przeszłości i rozdrapywaniu starych ran?

Nie da się odebrać Gillian Flynn talentu do sprawnego posługiwania się językiem. Jej książkę czyta się po prostu płynnie i przyjemnie, bez większych zgrzytów czy znudzenia. Możliwość spojrzenia na tragiczne zdarzenia sprzed lat nie tylko z perspektywy Libby jako dorosłej i jako dziecka, ale również oczami jej matki czy brata, to doskonały zabieg artystyczny, przyciągający uwagę czytelnika. Jednocześnie jednak mam wrażenie, że te liczne, acz naznaczone wyraźnie retrospekcje rozciągającą całą akcję, czyniąc ją wręcz miejscami powolną i nudną.

Na pewno „Mroczny zakątek” to ciekawa powieść z elementami obyczajowymi – w końcu widzimy Stany Zjednoczone nie jako idealny kraj marzeń, ale jako miejsce przesiąknięte nienawiścią, biedą i zabobonami. Bohaterka nie jest odważną i pewną siebie kobietą, która dawno poradziła sobie ze swoją przeszłością, a raczej dziesięciolatką zamkniętą w ciele trzydziestolatki; skrzywdzoną fizycznie i psychicznie kobietą, która nie radzi sobie z emocjami i maskuje je napadami depresji, kleptomanią czy zwyczajnym chamstwem. Trudno było mi polubić Libby Day, choć cały czas łudziłam się, że to jednak możliwe. Niestety, nie udało mi się wzbudzić w sobie sympatii do głównej bohaterki, a i jej charakter i czyny dzielnie przesłaniały resztki współczucia.

Inaczej było natomiast z drugim bohaterem, który, choć w wydarzeniach teraźniejszych pojawia się sporadycznie, to jest jednym z powodów, dla których powieść w ogóle powstała. Ben Day jako przerażony, biedny, pełen nienawiści, a jednocześnie pozbawiony wzorców i opieki 15-latek budzi wiele współczucia i powoduje, że nachodzi nas refleksja – czy zawsze wiemy, co stoi za tragediami, które dzieją się w wielu rodzinach. Złe towarzystwo i brak asertywności Bena sprawiają, że pod sam koniec cała fabuła wydaje nam się raczej splotem nieszczęśliwych przypadków i złym snem, niż czymś, co zdarzyło się naprawdę.

Choć „Mroczny zakątek” Gillian Flynn z pewnością nie będzie należał do moich ulubionych książek, nie można odebrać mu pewnego uroku i wpływu na czytelnika. Dla mnie jednak to nie Libby, główna bohaterka, budzi te uczucia, a cała historia i jej największa ofiara – idący na dożywocie do więzienia 15-letni, zagubiony chłopiec.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Gillian Flynn, „Mroczny zakątek”, Kraków, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat