„Mrok” – recenzja

Recenzja książki „Mrok”.
Walka o przetrwanie i zachowanie zmysłów.

Zmagająca się z traumą brytyjska lekarka Kate North stwierdza, że posada medyka w placówce badawczej na Antarktydzie jest dokładnie tym, czego jej potrzeba, aby zapomnieć o przeszłości. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jej poprzednik zginął w nie do końca jasnych okolicznościach, a próby ich wyjaśnienia napotykają na ścianę milczenia i właśnie rozpoczyna się noc polarna. Czy był to tylko nieszczęśliwy wypadek, czy rzeczywiście wśród trzynastoosobowej, skazanej na swą obecność przez długie miesiące, grupy zimowników kryje się zabójca?

Książka Emmy Haughton jest jedną z powieści, które bronią się nie tyle akcją, co klimatem. Zamknięty krąg podejrzanych, klaustrofobiczne klitki, wieczna ciemność, odcięta od świata stacja na odludziu, temperatury zdecydowanie poniżej akceptowalnych dla człowieka, duża doza wątpliwości odnośnie stabilności psychicznej narratorki i innych bohaterów pozwalają czytelnikowi choć częściowo ulec poczuciu alienacji i zagrożenia. Sam rozwój wydarzeń raczej nie paraliżuje strachem, mniej więcej połowę „Mroku” stanowi ekspozycja i dopiero w drugiej części coś zaczyna się dziać, i to nie zawsze z zachowaniem zasad logiki.

Kiedy czytałam zarys, trochę obawiałam się, że tak duża ilość postaci okaże się przytłaczająca i zamiast typować sprawcę, większość uwagi będzie zajmowało rozróżnianie, kto jest kim i czym się zajmuje, ale tak naprawdę bliżej poznajemy zaledwie część załogi (nie bardzo rozumiem, dlaczego to akurat Islandczyka Emma Haughton wybrała na osobę z problemami w komunikacji po angielsku, kiedy język ten niemalże wypiera na wyspie narodowy). W związku z tym wskazanie potencjalnego mordercy raczej nie powinno nikomu nastręczać trudności. Sama Kate nie jest może wybitną, czy szczególnie zapadającą w pamięci protagonistką, czasem zwyczajnie ciężko ją zrozumieć, ale fakt, iż zmaga się z własnymi demonami, zarówno rzutuje na jej wiarygodność, jak i wzmacnia atmosferę narastającej paranoi i podejrzliwości.

Podsumowując, „Mrokowi” sporo brakuje do bycia pełnokrwistym kryminałem, ale w sumie nic dziwnego, skoro jest to dopiero pierwsze podejście autorki do literatury przeznaczonej dla dorosłego czytelnika. Myślę jednak, że jest to pozycja, która sporo zyska przy odpowiedniej oprawie – kiedy spadnie śnieg, dni staną się krótsze, a noce zimniejsze, nie ma przecież nic przyjemniejszego niż lekko napisana lektura osadzona w takiej właśnie aurze.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Emma Haughton, „Mrok”, Wydawnictwo Słowne, Warszawa, 2021r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat