„Mursz” - recenzja

Recenzja książki „Mursz”.
„Jak dobrze znamy naszych najbliższych?”

Mam chyba fazę na książki, po których lubię się bać. Tym razem mój wybór padł na książkę o Murszu, regionie tajemniczym gdzieś pomiędzy kaszubską wsią a lasem z mroczną przeszłością. Dość szybko okazuje się, że tajemnice z przeszłości zaczynają mieć wpływ na kolejnych bohaterów i to mnie w tej książce zaciekawiło.

Ta historia, jeśli mam ją jakoś krótko opisać, składa się z kilku poziomów. Mamy książkową „współczesność”, której przedstawicielką jest Pola umieszczona w roku 2020. To ona poznaje Kasandrę, której pojawienie się prowadzi dość szybko do wydarzeń sprzed roku. W nich pojawi się Lara, której historia zamyka się wokół wakacji. Jeszcze jeden poziom to Marianna i jej historia z roku 2018. Skąd są te kobiety? Oczywiście coś je łączy. Marianna to była nauczycielka Lary. Kasandra to współpracowniczka Lary. I chyba tylko Pola jest w tej historii przed przypadek. A przynajmniej nie do końca świadomie wplątuje się w tę kabałę.

To właśnie te trzy historie, które będą się przeplatać na kolejnych stronach książki, coś łączy, coś nie do końca jasnego. Może to miejsce, czyli wspomniany Mursz. Może jakaś aura tajemniczości, która początkowo jest nieuchwytna. Pola trafia do tego świata tylko dlatego, że przeczytała list, poprzedzający samobójczą próbę Kasandry.

Znacie takie historie, kiedy nie wiecie, czy kolejna, zdradzona przez was informacja, to już spojler i zapowiedź zakończenia? Nawet jeśli piszecie lub mówicie coś bardzo dwuznacznie? To jest ten moment. Nie mogę nic więcej zdradzić, ponieważ naprawdę dopisanie kolejnych wskazówek może trochę zdradzić treść i zakończenie książki. Ale okolica, wybrana za tło tych opowieści, jest faktycznie mocno przerażająca. Może to przesada, a może tylko wrażenie, bo za każdym razem, rok po roku, dokładnie w tym samym miejscu, dochodzi do zbrodni. Czasem te zbrodnie są wyciągnięte z otchłani historii. Hmm…, a może cała ta okolica jest przeklęta, a wszystko to, co się tu dzieje, to pewna konsekwencja działania jakichś ciemnych mocy?

Czy warto po tę książkę sięgnąć? Tak. I wcale nie dlatego, że mamy jakiś zapomniany przez ludzi zakątek, w którym może się co najwyżej zdarzyć zbrodnia. Autorka bardzo umiejętnie łączy wątki, dokładając do współczesności jakieś historie i przekazy, prawie już zapomniane przez miejscową ludność. Będzie tu połączenie różnych stanów psychicznych, co może mieć znaczenie przy ocenie zachowania bohatera, będzie również nadgorliwa wiara albo zaufanie do ciemnych mocy, na które można mieć jakiś wpływ. Egzorcyzmy? Magia? Przecież nikt kompletnie tego nie sprawdzi.

Na szczęście jako czytelnik jestem w nieco innym miejscu.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Ewa Przydryga „Mursz”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat