Z czego wynika moje niezadowolenie z przeczytanej treści i dlaczego zależało mi na tym, by moja recenzja na jej temat była pozytywna? Agnieszka Ptak opracowała świetną koncepcję na napisanie swojej książki (tak mi się przynajmniej wydaje). Podjęła „rozmowę” z czytelnikiem, co w pierwszym odczuciu wydało mi się bardzo interesujące i zachęcające do dalszej lektury. Niestety, wraz z przerzucaniem kolejnych kartek w książce stawałam się coraz bardziej rozdrażniona: ostatecznie forma pisania Agnieszki Ptak nie przypadła mi do gustu.
Nie mogę jednak powiedzieć, że książka jest zła. Z całą pewnością nie jest dla mnie, natomiast wierzę, że znajdzie się liczne grono jej zwolenników. Ciągłe zwracanie się do czytelnika, dawanie mu zbyt dużej (jak dla mnie) wolności podczas lektury, a także nagromadzenie faktów (niby nie do końca historycznych, ale jednak o zabarwieniu historycznym) po prostu mnie zmęczyło. Szybko przebrnęłam przez treść, pozostawiając eseje, na których nieczytanie dostałam pozwolenie od autorki.
No i wreszcie – czy trzy zakończenia były naprawdę koniecznością? Może i to zabieg ciekawy, nieoczywisty, ale dla mnie nie do przyjęcia. Nie chcę wybierać sobie zakończenia książki. Zależy mi na tym, by to autor mi je przedstawił – by przygotował dla mnie kompletną, bez żadnych wariantów do wyboru i znaków zapytania historię.
Alicja Swedura
(alicja.swedura@dlalejdis.pl)
Agnieszka Ptak, „Na tropie Vermeera”, Kraków, Znak, 2022
Komentarze