Brooklyn, nagradzana młoda tancerka, doznaje poważnych obrażeń w wypadku samochodowym, który zamyka jej drogę do rozwoju dalszej kariery. Dziewczyna jest załamana i przeświadczona, że dalsze życie nie ma sensu. Nie może pogodzić się z losem, stratą sprawności fizycznej i tym, że jest teraz zdana na rodziców. W dodatku powrót do rodzinnego miasteczka wiąże się z powrotem do przeszłości, w tym do wspomnień związanych z jej pierwszą miłością oraz najlepszym przyjacielem w jednej osobie, czyli Mattem z którym przysięgli sobie nawzajem, że zapomną o sobie na zawsze.
Monika Cieluch to pisarka, która sprawnie włada piórem - „Na zawsze i na wieczność” czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Historia Brooklyn i Matta wciąga i wzrusza, choć wcale nie jest ckliwa - jest ciekawie opowiedziana, a bohaterowie bardzo sensownie skonstruowani. Nie ma problemu, aby zapamiętać kto jest kim, a pobudki, którymi się kierują są jasne, odpowiadają ich charakterom. Aż ma się poczucie, że to prawdziwi ludzie z krwi i kości, a nie jedynie książkowe postacie. Już po zakończeniu lektury zdarzyło mi się wspomnieć Matta i Brooklyn i zamyślić się nieco nad ich losem. Nie zabrakło tutaj również dobrego poczucia humoru, wzruszeń czy zaskakujących decyzji, które musieli podjąć bohaterowie. To wzorcowa pozycja z gatunku Young Adult, która dla młodych czytelników będzie piękną i wartościową lekturą.
To również książka, która daje nam pozytywne wzmocnienie - zaznacza moc marzeń, zachęca nas do tworzenia planów i ich realizowania, podkreślając, że warto to robić nawet wówczas, gdy nie wszystko będzie szło zgodnie z zamierzeniem i owe plany będzie należało nieco zmienić. „Na zawsze i na wieczność” zachęca również do tego, aby się zatrzymać i docenić to, co mamy, zdać sobie sprawę z tego, jakie życie bywa przewrotne, a szczęście kruche.
Jedynym zgrzytem w tej historii jest według mnie ingerencja ojca dziewczyny w ich znajomość, uważam że to jest bardzo sztampowe i ograne rozwiązanie w powieściach tego typu i na szczęście nie było ono podstawą fabuły, ale i tak można było obejść się bez tego elementu fabuły. Wolałabym również, aby polscy autorzy skupili się na osadzaniu swoich historii w Polskich realiach, zamiast w Ameryce czy Wielkiej Brytanii, w moim odczuciu to odbiera powieści nieco uroku, ale być może to jedynie moja osobista preferencja.
Jeśli macie ochotę na romantyczną, ale nie głupiutką i naiwną historię miłosną to „Na zawsze i na wieczność” będzie dobrym wyborem, przy tej książce na pewno spędzicie miło czas.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Monika Cieluch, „Na zawsze i na wieczność”, Wydawnictwo Amare, Gdynia, 2024
Komentarze