Niektórzy nie znają umiaru, zabicie głównej bohaterki na pierwszej stronie książki, to doprawdy przesada. Na szczęście zgon jest tylko chwilowy. Olga, młoda dziewczyna zaatakowana przez szaleńca z nożem, zamiast w niebiesiach, budzi się w alternatywnym świecie wykreowanym ze swadą przez Oksanę Pankiejewą. Królestwo Ortanu, bowiem tak nazywa się miejsce do którego trafiła, jest krainą miecza i magii, podzielonym na obszary znacznie różniące się ustrojem i zaawansowaniem technicznym. Olga ma dużo szczęścia, że trafia do miejsca przyjaźnie nastawionego do tego typu „przesiedleńców”, którzy uczą dziewczynę trudnej sztuki przetrwanie w zupełnie nowym świecie.
Autorka nie wyparłaby się za nic fascynacji grami RPG, czy też rozczytywaniem się w klasycznej fantasy: jej bohaterowie, to król, błazen, paladyn, królewska nałożnica. Bardziej stereotypowo być nie mogło, na szczęście Pankiejewa rozrywa sztywne ramy schematów i tworzy całkiem ciekawe wizerunki, choćby w postaci mocno popijającego paladyna, nie stroniącego od korzystania z kobiecych wdzięków. Zamiast nimfy- nimfomanka; w roli głównej miast cud piękności, jest niedoszły trupek studentki filologii hiszpańskiej- czy to już nie brzmi dobrze?
Gdyby jeszcze tylko autorka zdecydowała się położyć większy nacisk na akcję, zamiast na prowadzenie nas za rękę, strona po stronie i pokazywanie nam realiów świata przedstawionego. W rezultacie tak rozłożonych akcentów, cała opowieść rozbija się na dwa główne wątki: proces adaptacji Olgi w nowym otoczeniu i śledzenie przebiegu tajnej misji agentów króla, śledzących czarownicę rzucającą mordercze uroki. Nie muszę chyba dodawać, że zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu wątek drugi? Bardzo brutalna przeszłość obojga zawodowych morderców i paskudny charakter ściganej łączą się w wybuchową mieszankę.
Z kolei temat Olgi i jej „zagnieżdżania się” w nowym świecie rozpada się na pomniejsze historie: tragiczną błazna Żaka, niecodzienny opis bardzo nowoczesnego związku paladyna i nimfy, czy też smutną drogę króla Szellara prowadzącą go w rezultacie do sięgnięcia po tron.
Ostre, brutalne i miejscami mroczne fantasy, chwilami trochę przegadane. Kreowane dosadnym, nie stroniącym od wulgaryzmów językiem. Rozbite na wiele mikrowątków, pełne retrospekcji, stawiające zdecydowanie na dialog, a nie sceny akcji. Zaś wszelkie dialogi przeważnie obficie podlewane są wódką.
Po kilku stronach przekraczania granic z Olgą, chyba nikt już nie ośmieli się zasugerować, że kobiece fantasy, to wróżki i księżniczki w opałach. Szczególnie polecam wątek królewskich faworyt, bardzo zdeterminowanych w drodze do osiągnięcia swojego celu. Strzeż się kobiet, strzeż…
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Oksana Pankiejewa, „Przekraczając granice”, Fabryka Słów 2010
Komentarze