Niewielu z nas jednak ma świadomość, z jak wieloma trudnościami i niebezpieczeństwami muszą zmagać się pracownicy pogotowia ratunkowego. Lysa Walder, brytyjska pielęgniarka i ratowniczka, w swojej publikacji podaje wiele ciekawych historii ze swoich dyżurów pozwalających poznać ten zawód „od kuchni”.
Widząc pędzącą na sygnale karetkę, chyba każdy robi co może, ułatwiając przejazd pojazdowi i w głębi duszy „trzyma kciuki”, aby personelowi udało się jak najszybciej uratować czyjeś życie. Można sobie wyobrazić, że ratownicy zmagają się z naprawdę trudnymi przypadkami i niejednego w życiu doświadczają. Niewielu z nas jednak zdaje sprawę z tego, jak właściwie wygląda ich praca i jakie trudności oraz niebezpieczeństwa są nierozerwalnie związane z wykonywaniem tego rodzaju zawodu.
Lysa Walder od lat jeździ w karetce pogotowia. Ta praca daje jej poczucie misji. Ponadto Lysa uwielbia adrenalinę i życie w biegu, co pozwala jej na rozładowanie nadmiaru energii (Lysa to kobieta wulkan, nie usiedzi w miejscu). W swojej publikacji pt. „Na sygnale. Z życia ratownika medycznego” Walder dzieli się różnymi historiami ze swoich dyżurów i zagrożeniach, które zewsząd czekają na nieświadomego sanitariusza… Jednym z przykładów, który podała, była chęć pomocy młodemu mężczyźnie, narkomanowi. Pozornie wydawał się spokojny i ratownicy nie skorzystali ze wsparcia policji. Po niedługim czasie okazało się, że to był błąd – mężczyzna miał przejawy agresji i niewyżycia seksualnego, kiedy został z tyłu karetki a autorką. Na szczęście karetka w porę dojechała pod szpital i ratowniczka mogła się wydostać z pojazdu. Inny z przykładów dotyczy pomocy osobie na pozór spokojnej, która, jak się potem okazało, kojarzona była przez lekarzy jako bardzo niebezpiecznej dla otoczenia.
Lysa opisuje także sytuacje, kiedy rodzina zmarłego pacjenta nie dopuszcza do siebie informacji o zgodnie, mimo że dana osoba nie żyje od kilku/kilkunastu godzin. Ratowniczka przytacza również przykłady z codziennej pracy, które wymagają ścisłej współpracy ratowników z policją. Niekiedy sprawy dotyczą bezpieczeństwa ratowników na miejscu zdarzenia, ale bywa, że sanitariusze pomagają policji w rozwiązywaniu śledztw. Mając szeroką wiedzę z zakresu medycyny, jako pierwsi mogą stwierdzić, czy dany zgon to przypadek/problem zdrowotny, czy jednak kryje się za tym coś szytego grubymi nićmi. Walder przytacza także sprawy, które nigdy nie zostaną wymazane z jej pamięci – np. makabryczny widok chłopaka, który umarł na stojąco, czy obraz rozczłonkowanego ciała na torach w sylwestrową noc.
„Na sygnale. Z życia ratownika medycznego” to niezwykle ciekawa książka, wiele uświadamiająca na temat tej pracy. Gdybym nie przeczytała tej publikacji, pewnie nie byłabym świadoma, z jak wieloma trudnościami muszą zmagać się ratownicy. Raczej nie pomyślałabym, że osoba, której się pomaga (i która naprawdę tej pomocy wymaga) może być agresywna, a nawet niebezpieczna wobec sanitariusza. Mogłoby się wydawać, że ratownikom się dziękuje i ogólnie okazuje wdzięczność za bohaterską pracę. Ponadto dowiedziałam się również, jak wiele zgłoszeń jest zupełnie niepotrzebnych (np. do niewielkiego skaleczenia palca czy zwyczajnej miesiączki...). Lysa wspomina też o tzw. „stałych klientach”, którzy w zasadzie pomocy nie potrzebują, ale zareagować zawsze trzeba. Aby można było wynieść coś więcej z publikacji, ratowniczka podała też wskazówki dla osób wzywających pogotowie. Walder pisze o pogotowiu w Wielkiej Brytanii, ale myślę, że realia te można odnieść do całej Europy.
Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)
Walder Lysa, „Na sygnale. Z życia ratownika medycznego”, Filia, Poznań 2020
Komentarze