Jako wieloletni obserwator konfliktów zbrojnych w Afganistanie, Tadżykistanie, Czeczenii czy Gruzji widział naprawdę dużo.
Jego najnowsza książka „Na wschód od zachodu” opisuje drogę współczesnych hipisów, która swój początek ma w Afganistanie i dalej podąża przez Pakistan, Nepal aż do finału w Indiach, miejscu ich duchowej inicjacji. Głównymi bohaterami tego reportażu są Kamal i „Święty”. Pierwsza postać to córka zagranicznej korespondentki, która w Polsce miała zapewnione dostatnie życie, nigdy niczego jej nie brakowało, a mimo to porzuciła swoje wygodne życie i wyjechała do Indii, by tam odnaleźć sens i zrozumieć siebie oraz żyć w zgodzie z naturą. Z kolei „Święty” to siedemdziesięcioletni hipis, aktualnie żyjący w Goa, trudniący się handlem z Europą Zachodnią najróżniejszymi towarami, głównie narkotykami. Swego czasu „Święty” uciekł z domu, gdyż pragnął wyrwać się spod kurateli rodziców oraz czuł potrzebę podróżowania, najlepiej w nieznane.
Zarówno Kamal, jak i „Święty” uciekają z od cywilizacji Zachodu, aby znaleźć wewnętrzny spokój. Jednak ich historie przedstawiają obraz podróży i ciągłego poszukiwania. Bohaterowie poszukują przede wszystkim szczęścia, które niestety co rusz im się wymyka. Mimo pozornych różnić są do siebie bardzo podobni. Porzucając zachodnią cywilizację, teoretycznie pragnęli osiągnąć to samo. Poszukiwali szczęścia, ale droga do jego zdobycia była zupełnie inna. „Święty” wybrał ruch hipisowski, gdzie wyznawana jest wolna miłość, panują hedonistyczne wspólnoty, religijne komuny i narkotykowe transy. Z kolei Kamal wyrzekła się zachodniego stylu życia i opuściła Warszawę. Nie chciała robić kariery i zarabiać pieniędzy tak jak jej ambitna matka. Uznała, że pragnie osiągnąć duchową równowagę, a Indie są do tego doskonałym miejscem.
Autor opowiada o życiu dwójki bohaterów, które poprzeplatane jest gęsto dygresjami na temat miejsc, w których właśnie przebywają, lokalnych konfliktów, historii, ludzi, itp. Dzięki temu czytelnik może się dowiedzieć czegoś na temat tamtego rejonu świata, dla nas nadal nieco egzotycznego. Może się wydawać, że Wojciech Jagielski poprzez historie Kamal i „Świętego” chce zachęcić czytelników do wspaniałego życia w Indiach. Niestety obraz tego azjatyckiego kraju, mimo że fascynuje, jest pewnego rodzaju ostrzeżeniem. Tak naprawdę świat, który miał być porzuceniem zachodniej cywilizacji oraz ucieczką od wszystkiego, bardzo szybko stał się jej imitacją. Masowy napływ turystów zmienił te miejsca w turystyczne raje, a pieniądz stał się najważniejszy, a wraz z nim przemyt, korupcja i narkotykowe biznesy. Nic nie jest takie oczywiste, jak wydawało się na początku.
„Na wschód od zachodu” nie jest typowym reportażem, do którego przyzwyczaił nas Jagielski. Ma się wrażenie, że jest to połączenie reportażu, książki podróżniczej i powieści. Tworzy on takie opisy, że odnosi się wrażenie, że ma się przed oczyma miejsca, które odwiedzał autor, zachowując przy tym obiektywizm w połączeniu z umiejętnością skupienia się na konkretnych faktach. A to nie lada sztuka.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
Wojciech Jagielski, „Na wschód od zachodu”, Wydawnictwo ZNAK, 2018
Komentarze