„Nadgryzione jabłko” – recenzja

Recenzja książki „Nadgryzione jabłko”.
Są takie nazwiska, których nie trzeba dwa razy powtarzać. Są takie postacie, które trudno jest opisać w jednej, choćby nawet bardzo opasłej, biografii.

Steve Jobs z pewnością zalicza się do tego grona. Choć w księgarniach można przebierać w pozycjach dotyczących jego życia i dorobku, to wciąż jeszcze nie wszystkie karty zostały odkryte. Autorzy biografii Steve'a Jobsa zazwyczaj koncentrują się na przedstawieniu go jako genialnego wizjonera, biznesmena, czasem szefa. Znacznie rzadziej ich uwaga skupia się na nim jako mężu, ojcu, człowieku „prywatnym”.

Chrisann Brennan, zapewne świadoma tej luki, zdecydowała się dołożyć swoje cegiełki do permanentnie rozbudowywanego portretu swojego partnera. „Nadgryzione jabłko. Steve Jobs i ja – wspomnienia” to jej najbardziej rozpoznawalne dzieło. Zanim przejdziemy do samej historii, Chrisann w krótkiej przedmowie przyznaje się do motywów, które doprowadziły ją do decyzji o podzieleniu się ze światem swoim życiem, wspomnieniami o Jobsie. Choroba i pogarszająca się sytuacja finansowa sprawiły, że na nowo musiała zdefiniować swoje priorytety. Za ten szczery wstęp z całą pewnością należą jej się słowa uznania.

Opowieść o skomplikowanej relacji Chrsiann Brennan i Steve'a Jobsa zaczyna się w szkole. Tam się poznają i rozpoczynają nieporadne, młodzieńcze podchody. Ona jest zafascynowana wyróżniającym się skrytym chłopakiem, z którym rozmowy zdają się odkrywać przed nią zupełnie nowe światy. Razem eksperymentują z narkotykami, prowadzą długie rozmowy o świecie, ale też spędzają czas jak typowe nastolatki. Chrisann opisuje swoje wspomnienia, czasem wybiegając nieco w przyszłość, czasem na dłużej zatrzymując się i próbując przeanalizować zachowanie czy słowa młodego Steve'a. Zastanawiałam się, na ile jest to opowieść o prawdziwym założycielu Apple'a, a na ile na postaci, która przez lata ewoluowała w pamięci jego pierwszej miłości, nabierając zupełnie nowych kształtów.

Relacja autorki z głównym bohaterem „Nadgryzionego jabłka” pełna była wzlotów i upadków. Tych dwoje było od siebie współzależnych, związanych młodzieńczą fascynacją. Chrisann nie wybiela swojego zachowania, dość mocno otwiera się przed czytelnikiem. Opowiada o Stevie emocjonalnie, z mieszanką miłości i rozczarowania, co czasem może dezorientować podczas lektury, z drugiej strony jednak gwarantuje uczciwość tej spowiedzi. Tak złożone osobowości nie mogły tworzyć prostego, powierzchownego związku. To po prostu musiało być skomplikowane.

Brennan nie skupia się wyłącznie na swojej młodzieńczej miłości, trochę miejsca poświęca także zarysowaniu tła kulturowego i obyczajowego lat 70 - tych, co pozwala lepiej zrozumieć świat, który stawiał im wyzwanie.

Z „Nadgryzionego jabłka” z pewnością nie dowiecie się wszystkiego o człowieku, który stworzył najbardziej pożądane gadżety naszych czasów. Ta historia jest jednak świetnym uzupełnieniem, taką kropką nad i poprzednich biografii. Jobs jako wizjoner, Jobs jako młodzieńczo niezdarny chłopak, Jobs osłabiony chorobą, Jobs nieustępliwy, manipulujący, złośliwy. To postać, która ma wiele twarzy, wzbudzała skrajne emocje (czasem u jednej osoby, czego najlepszym przykładem może być sama Chrisann).

Tym, którzy funkcjonowali z nim i w jego otoczeniu, zapewne wystarczy historii i anegdot jeszcze na niejedną książkę. Choć to zawsze rodzi ryzyko. Łatwo jest bowiem gdzieś po drodze przestać być Chrisann Brennan, a stać się po prostu „tą, która urodziła pierwsze dziecko Jobsa”.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Chrisann Brennan „Nadgryzione jabłko. Steve Jobs i ja - wspomnienia”, Kompania Mediowa 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat