Nie miałabym sumienia, gdybym napisała, choć jedno złe słowo o publikacji takiej jak „Wiadomość z nieba”. Książce, która jest przesłaniem, nauką, niezwykle intymnym wglądem w czyjeś życie.
Elena Desserich ma sześć lat. Jest pogodną, szczęśliwą córeczką, siostrzyczką, wnuczką. Jej rodzice to typowi, zapracowani, pędzący ciągle dorośli, niemniej jednak zakochani „obłędnie” w swych córkach. Gdy złe samopoczucie Eleny zostaje zdiagnozowane jako guz mózgu, rodzina zaczyna walczyć o jej życie. Niestety, szanse przy tego rodzaju raku, są znikome. Dziewczynce pozostaje kilka miesięcy życia.
Książka-dokument autorstwa Brooke i Keitha Desserich, choć początkowo miała być tylko podarunkiem dla młodszej córki Grace, wspomnieniem, które miało nigdy dzięki temu nie zblaknąć, wzruszyła czytelników na całym świecie. Opis kilkumiesięcznej walki o życie córki, stał się źródłem inspiracji, dla wielu rodziców, nie potrafiących w pędzie dnia codziennego, docenić szczęścia, jakim jest posiadanie zdrowego dziecka. To Elena i jej historia uzmysławia nam, że w życiu najważniejsze są chwile razem spędzone, że nic nie jest bardziej istotne od przytulenia, powiedzenia sobie ciepłych słów, bycia ze swymi dziećmi. Powinniśmy więc za namową Brooke i Keitha, przystanąć, zastanowić się nad tym, ile czasu poświęcamy swym dzieciom i korzystać z chwil, kiedy możemy powiedzieć im „kocham Cię”.
„Wiadomość z nieba”, choć porusza i niezwykle zasmuca, nie epatuje nadmiarem rozpaczy i rozgoryczenia. Być może dla niektórych będzie to zbyt „suchy” zapis ostatnich dni życia sześcioletniej dziewczynki, gdyż nie ma on nic wspólnego z powszechnie znanym „wyciskaczem” łez. Inni, uznać to mogą za walor publikacji, bo dzięki temu możemy tak naprawdę poznać Elenę, a nie jej zrozpaczonych rodziców. W każdym bowiem słowie, każdym zdaniu, widać dziewczynkę, niezwykle okrutnie potraktowaną przez los, ale też o niezwykle silnym i ujmującym charakterze. Dziewczynkę mającą własne plany, marzenia, którym w miarę możliwości, rodzice starali się sprostać, choć w tak krótkim czasie, jaki im pozostał.
Takich właśnie powieści, dokumentów, pamiętników, nigdy dość. Są one potrzebne nie tylko rodzicom chorego dziecka, którzy starają się zachować wspomnienia, oraz próbują pogodzić się ze stratą. Są także przeznaczone dla tych, którzy mają podobne problemy i lżej znosić im ból, gdy wiedzą, że nie są osamotnieni w swojej historii. Ta książka jest też w dużej mierze dla nas, zwykłych czytelników, ku przestrodze. Może się, niestety, okazać, że nie mamy tak dużo czasu, jak nam się wydaje, by okazać dzieciom naszą miłość. Takie właśnie jest przesłanie Eleny…
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Brooke i Keith Desserich, „Wiadomość z nieba”, Papierowy Księżyc 2011
Komentarze