„Najbogatsza kobieta świata” - recenzja

Recenzja filmu „Najbogatsza kobieta świata”.
Najnowsza produkcja Thierry’ego Klify to intymny portret życia na szczycie. „Najbogatsza kobieta świata” to opowieść o potędze, chciwości i wyrachowaniu, opowieść prowadzona w bardzo niespiesznym tempie, która zaciekawia i intryguje.

Fabuła skupia się na skomplikowanej relacji Marianne, starszej miliarderki, z jej nowym przyjacielem – charyzmatycznym fotografem. Mężczyzna szybko staje się jej powiernikiem, a Marianne, spragniona uwagi i komplementów, obsypuje go niezwykle kosztownymi prezentami. To budzi ogromny sprzeciw jej córki, która uważa, że matka jest wykorzystywana przez wyrachowanego artystę. Film pokazuje narastający konflikt w rodzinie, gdzie walka o pieniądze miesza się z walką o wpływy i emocje. Historia ta, luźno oparta na losach właścicielki znanego imperium kosmetycznego, to klasyczny obraz tego, jak pod płaszczem wielkiej fortuny kryją się samotność, chciwość i bardzo trudne wybory.

Choć na plakacie dominuje wielka dama francuskiego kina, Isabelle Huppert, która z właściwą sobie precyzją kreśli postać Marianne Farrère, to serce filmu bije nieco obok niej. Huppert tworzy postać trudną, wręcz odpychającą w swoim narcyzmie i łaknieniu pochlebstw, co jest dowodem na jej aktorską odwagę. Jednak to Laurent Lafitte bezsprzecznie kradnie każdą scenę. Jego kreacja aktorska, choć osadzona w klasycznym schemacie, zyskuje dzięki niemu rzadką wielowymiarowość. To postać balansująca między autentycznym urokiem a bezwzględnym sprytem.

Niezwykle ożywczym elementem jest również Raphaël Personnaz w roli Jérôme’a. To właśnie on wprowadza do filmu niezbędną dynamikę i świeżość, stając się jednym z najciekawszych punktów tej opowieści.

Najmocniejszym punktem scenariusza jest zderzenie dwóch kobiecych światów. Marianne, mimo dojrzałego wieku, wciąż posiada niepohamowany apetyt na życie, emocje i nowe doznania. Ta witalność, choć podszyta próżnością, stanowi fascynującą przeciwwagę dla jej córki, Frédérique. Film świetnie punktuje ten tragiczny brak porozumienia: matka nie potrafi wybaczyć córce jej „zwykłości” i ułożenia, traktując to niemal jak osobistą porażkę.

„Najbogatsza kobieta świata” to film operujący estetyką niedopowiedzenia. Twórcy stawiają na drobiazgową analizę psychologiczną, rezygnując z gwałtownych zwrotów akcji na rzecz budowania atmosfery osaczenia i smutku wynikającego z życia w złotej klatce. Choć niektóre wątki mogą wydawać się znajome, to ich realizacja, oparta na faktach związanych z historią rodziny Bettencourt, nadaje całości ciężar gatunkowy.

To pozycja obowiązkowa dla wielbicielek kina psychologicznego, które w filmie szukają przede wszystkim doskonałego warsztatu aktorskiego i gorzkiej refleksji nad ludzką naturą.

Joanna Adamski

Thierry Klifa, Najbogatsza kobieta świata, Galapagos Films, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat