„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” – recenzja

Recenzja książki „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”.
Czy można napisać opowieść o podboju kosmosu w sposób przystępny? Tak, by czytelnik czuł na karku oddech walki dwóch mocarstw? Oczywiście, że tak!

Tom Wolfe napisał „Najlepszych. Kowbojów, którzy polecieli w kosmos” nie jako suchą kronikę wydarzeń, lecz jako wielką opowieść o micie, ambicji i amerykańskim marzeniu o podboju nieznanego. To książka, która opowiada o narodzinach legendy astronautów, ale jednocześnie – i to jest jej największa siła – demaskuje mechanizmy tworzenia tej legendy. Wolfe pokazuje ludzi z krwi i kości, uwikłanych w politykę, propagandę, własne ambicje i lęki, a jednocześnie pchanych do przodu przez historię, która po 1957 roku nagle przyspieszyła w sposób, jakiego nikt wcześniej nie doświadczył.

Rok 1957 to data symboliczna: Związek Radziecki umieszcza na orbicie Sputnika, pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Dla świata jest to sensacja, dla Ameryki – szok. Nagle okazuje się, że państwo, które jeszcze kilka lat wcześniej postrzegano jako technologicznie zapóźnione i gospodarczo słabsze, potrafi wysłać w kosmos obiekt, który krąży nad głowami Amerykanów jak widomy znak zmiany układu sił. Wolfe bardzo sugestywnie oddaje atmosferę tamtego czasu: mieszaninę strachu, dumy z własnych osiągnięć i rosnącego poczucia, że zimna wojna właśnie wchodzi w nową, niebezpieczną fazę. Wyścig zbrojeń przenosi się poza atmosferę, a wraz z nim propaganda, ambicje polityków i narodowe kompleksy.

„Najlepsi” zaczynają się jednak nie w kosmosie, lecz na pustyni i na pasach startowych baz lotniczych, gdzie testowi piloci ryzykują życie, bijąc kolejne rekordy prędkości i wysokości. Wolfe cofa się do świata Chucka Yeagera i innych asów lotnictwa, którzy na przełomie lat 40. i 50. przesuwali granice możliwości ludzkiego ciała i maszyn. To bardzo ważny zabieg: pokazuje, że program kosmiczny nie wziął się znikąd, lecz wyrósł z kultury lotniczej, z etosu pilotów myśliwców, z przekonania, że prawdziwy mężczyzna to ten, który potrafi zapanować nad maszyną lecącą szybciej niż dźwięk i zachować przy tym zimną krew.

Chuck Yeager, który w 1947 roku jako pierwszy człowiek przekroczył barierę dźwięku, jest u Wolfe’a niemal mityczną postacią – symbolem starej szkoły bohaterstwa: cichego, bez rozgłosu, opartego na umiejętnościach, a nie na konferencjach prasowych. Kontrast między nim a przyszłymi astronautami NASA jest jednym z ciekawszych napięć w książce. Yeager i jemu podobni robią rzeczy być może bardziej niebezpieczne, ale pozostają w cieniu, podczas gdy astronauci stają się twarzami nowej epoki – bohaterami telewizji, magazynów i politycznych przemówień.

Kiedy po Sputniku Ameryka zaczyna w pośpiechu organizować własny program kosmiczny, wszystko dzieje się w atmosferze nerwowości i presji. Wolfe bardzo dobrze pokazuje, jak polityka przenika naukę. Projekt Mercury nie jest tylko eksperymentem technologicznym – jest odpowiedzią na radzieckie sukcesy, próbą odzyskania prestiżu. Nieprzypadkowo każdy kolejny lot, każdy test, każdy komunikat prasowy staje się elementem globalnej gry wizerunkowej między Waszyngtonem a Moskwą.

W centrum książki znajdują się oczywiście słynni „Mercury Seven” – pierwsi amerykańscy astronauci. Wolfe portretuje ich z niezwykłą przenikliwością, nie tworząc z nich pomników, lecz pokazując ich ambicje, lęki, rywalizację i małe, bardzo ludzkie słabości. To ludzie wyselekcjonowani spośród setek pilotów, starannie dobrani nie tylko pod względem umiejętności, ale i wizerunku. Mają być idealnymi bohaterami nowej Ameryki: odważni, opanowani, rodzinni, godni zaufania.

I tu właśnie zaczyna się jedna z najciekawszych warstw „Najlepszych”: analiza tego, jak rodzi się mit. Wolfe opisuje, jak NASA i media wspólnie tworzą obraz astronauty jako nowoczesnego rycerza, człowieka, który z uśmiechem na ustach wsiada do kapsuły będącej w gruncie rzeczy bardzo drogą, bardzo skomplikowaną puszką z fajerwerkami przyczepionymi od spodu. Czytelnik widzi wyraźnie rozdźwięk między oficjalną narracją a rzeczywistością: między spokojnymi komunikatami a chaosem, improwizacją i strachem, który towarzyszy pierwszym lotom.

Wolfe ma niezwykły talent do opisywania detali, które budują atmosferę epoki. Sceny z laboratoriów, symulatorów, komisji lekarskich, konferencji prasowych – wszystko to składa się na obraz świata, w którym nauka, wojsko, polityka i show-biznes zaczynają się przenikać. Astronauta nie jest już tylko pilotem czy badaczem – jest produktem medialnym, twarzą programu, symbolem narodowej dumy.

Historyczne tło jest tu nie tylko dekoracją, ale integralną częścią opowieści. Wolfe nie pozwala zapomnieć, że każda decyzja NASA zapada w cieniu sukcesów ZSRR: lot Gagarina w 1961 roku, pierwsze radzieckie spacery kosmiczne, kolejne rekordy. Amerykanie są o krok z tyłu i doskonale o tym wiedzą. Ta świadomość porażki i konieczności „dogonienia i przegonienia” przeciwnika napędza całą machinę, często kosztem bezpieczeństwa i rozsądku.

Jednym z najciekawszych tematów książki jest pytanie o to, czym właściwie jest bohaterstwo w epoce technologii. Testowi piloci ryzykują życie, aktywnie walcząc z maszyną. Astronauci w pierwszych kapsułach Mercury w dużej mierze są pasażerami – zdani na automatykę, inżynierów na Ziemi i szczęście. A jednak to oni trafiają na okładki magazynów. Wolfe nie drwi z nich wprost, ale subtelnie podkopuje prostą narrację o „najdzielniejszych z dzielnych”, pokazując, że nowoczesne bohaterstwo ma zupełnie inny charakter niż dawniej.

Styl Wolfe’a jest jednym z największych atutów książki. To reportaż literacki w najlepszym wydaniu: dynamiczny, pełen ironii, ale i autentycznego podziwu dla ludzi, którzy – mimo wszystkich wątpliwości – robią rzeczy naprawdę niezwykłe. Autor potrafi w jednym akapicie rozbawić czytelnika, a w następnym przypomnieć mu, jak cienka jest granica między triumfem a katastrofą. Jego język jest barwny, pełen rytmu, czasem niemal jazzowy, co sprawia, że nawet opisy procedur technicznych czy politycznych narad czyta się z prawdziwym zainteresowaniem.

Nie można też pominąć społecznego wymiaru tej historii. „Najlepsi” to książka o Ameryce lat 50. i 60. – kraju, który wierzy w postęp, ale jednocześnie boi się własnego cienia; społeczeństwie zafascynowanym technologią, a zarazem głęboko tradycyjnym w swoich wyobrażeniach o rodzinie, męskości i roli jednostki. Żony astronautów, ich dzieci, całe zaplecze emocjonalne tej wielkiej przygody kosmicznej – Wolfe poświęca im sporo miejsca, pokazując, jak wielką cenę płaci się za miejsce w podręcznikach historii.

Warto zwrócić uwagę na to, jak książka demitologizuje sam wyścig kosmiczny, nie odbierając mu jednocześnie wielkości. Wolfe nie twierdzi, że to wszystko było tylko propagandą – przeciwnie, pokazuje ogrom pracy, odwagi i geniuszu inżynierów oraz pilotów. Ale jednocześnie uświadamia czytelnikowi, że za wielkimi hasłami o „podboju kosmosu” stoją bardzo konkretne interesy polityczne i bardzo ludzka potrzeba prestiżu.

Z perspektywy historycznej „Najlepsi” są też fascynującym portretem momentu przejścia: od epoki indywidualnych bohaterów do epoki systemów, zespołów, procedur. Chuck Yeager i jego koledzy symbolizują świat, w którym jednostka mogła jeszcze „pokonać maszynę”. Program Mercury i późniejsze projekty NASA zapowiadają rzeczywistość, w której najważniejsze stają się organizacja, biurokracja i technologia. Człowiek wciąż jest potrzebny – ale już nie jako samotny heros, raczej jako element większej układanki.

Dziś, kiedy loty kosmiczne znów stają się tematem medialnym, a prywatne firmy próbują przejąć rolę dawnych agencji rządowych, książka Wolfe’a czyta się z nowym, dodatkowym kontekstem. Przypomina, że u źródeł tej wielkiej przygody zawsze były nie tylko marzenia o gwiazdach, ale też bardzo ziemskie lęki, ambicje i rywalizacje.

„Najlepsi” to nie jest tylko książka o astronautach. To opowieść o XX wieku w pigułce: o zimnej wojnie, o wierze w technologię, o narodzinach kultury medialnej i o tym, jak tworzy się współczesne mity. Tom Wolfe napisał dzieło, które łączy rzetelność reportażu z rozmachem wielkiej literatury narracyjnej. To lektura, która nie tylko uczy historii, ale też zmusza do zadawania pytań o to, czym naprawdę jest postęp i jaką cenę jesteśmy gotowi za niego zapłacić.

Jeśli szukać książki, która pozwala zrozumieć, dlaczego wyścig kosmiczny był czymś więcej niż tylko serią technicznych eksperymentów, „Najlepsi” są wyborem idealnym. To opowieść fascynująca, mądra i zaskakująco aktualna – bo w gruncie rzeczy mówi nie tylko o ludziach, którzy polecieli w kosmos, ale o nas wszystkich, o naszej potrzebie przekraczania granic i o mitach, które tworzymy, by nadać temu sens. Naprawdę doskonała książka dla osób interesujących się historią, tematyką lotów w kosmos. Jestem zachwycona, że wydawnictwo Zysk i S-ka po 32 latach od pierwszego wydania zdecydowało się wznowić tę pozycję. 

Anna Stasiuk

Tom Wolfe, „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”, Zysk i S-ka, Poznań, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat