Czytelniczy rok kończę w bardzo świątecznym klimacie. Po „Świątecznych tajemnicach. Najlepszych świątecznych opowieściach kryminalnych tomie II” Otto Penzlera przyszła pora na objętościowo zdecydowanie mniej przerażające „Najsłynniejsze opowiadania wigilijne”. W tomie zebrano „Kolędę prozą, czyli Bożonarodzeniową opowieść o duchach” Charlesa Dickensa oraz dwa opowiadania Anthony’ego Trollope’iego: „Boże Narodzenie w rezydencji Thomsonów” i „Boże Narodzenie na plebanii w Kirby Cliffe”.
Myślę, że tej pierwszej nie trzeba nikomu przedstawiać, ani streszczać, bo jest wszystkim znana z czasów szkolnych, nowych tłumaczeń, wznawianych wydań, jak i niezliczonej liczby ekranizacji filmowych i serialowych. Uniwersalizm jej przesłania góruje nad mogącym sprawiać trudności językiem, ale muszę przyznać, że odświeżając ją sobie po latach, byłam nieco zaskoczona, jak szybko dokonuje się zmiana w pokorniejącym na naszych oczach Scrooge’u. Można by odnieść wrażenie, że już duch świąt obecnych osiągnął zamierzony efekt, a dręczenie wizją przyszłości miało głównie dodać całości większej dawki grozy.
Drugie w kolejności opowiadanie, czyli „Boże Narodzenie w rezydencji Thomsonów” mogłabym najkrócej ująć, jako perypetie wiktoriańskiej Hiacynty Bukiet z „Co ludzie powiedzą?”. Punktem wyjścia jest bowiem problem zdrowotny pewnego dżentelmena, który można by wyleczyć z pomocą pewnego kuchennego specyfiku. Gdy troskliwa żona wyrusza nocą na jego poszukiwanie w hotelowej jadalni, z powodu własnych przekonań o tym, co wolno, a czego nie, pakuje się w coraz większe kłopoty. Ta opowieść jest zdecydowanie najbardziej humorystyczna, jeśli już zaakceptuje się fakt, iż główna bohaterka sama jest swoim największym wrogiem i uwielbia szukać dziury w całym.
Zbiór kończy „Boże Narodzenie na plebanii w Kirby Cliffe”, które najmniej przypadło mi do gustu. Jest to w zasadzie minimelodramat, w którym jedyną przeszkodą stojącą na drodze zakochanym dwudziestolatkom jest niezrównoważenie emocjonalne dziewczyny. Jeśli ktoś liczy na dawkę wiktoriańskich, dziwacznych zalotów pod okiem znudzonego ojca – pastora, z pewnością będzie nim usatysfakcjonowany.
Na koniec chciałabym wspomnieć o warstwie wizualnej, ponieważ wydawca naprawdę postarał się, aby „Najsłynniejsze opowiadania wigilijne” cieszyły oko. Książka posiada twardą oprawę, obwolutę powielającą staroświecki motyw z okładki, czerwoną wyklejkę, a także ilustracje przedstawiające różne zwyczaje świąteczne, co z pewnością uprzyjemni czytanie i sprawi, że chętnie będziecie do niej wracać.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Komentarze