Ani FaNelli to Ta Dziewczyna. Śliczna, szczupła, egzaltowana, idealna w każdym calu – ta, do której się wzdycha i ta, której zazdroszczą. Jest redaktorką – nie, nie, ona tworzy! – artykuły dla jednego z pism, w jej szafie trudno znaleźć coś innego niż drogie, markowe ubrania z najnowszych kolekcji, a wkrótce ma zostać żoną Idealnego Mężczyzny – nienagannie wychowanego, o odpowiednim statusie społecznym i idealnej prezencji. Scenariusz wyjęty rodem z „Seksu w wielkim mieście” albo innego serialu o odnoszących sukcesy, idealnych kobietach, to jednak tylko iluzja – mrzonka, którą Ani FaNelli misternie wprowadzała w życie, aż stała się prawdą i ukryła w sobie wszystkie sekrety młodej kobiety.
Nie potrwa jednak długo, aż tajemnice zaczną domagać się ujawnienia – zaproszenie do wzięcia udziału w filmie dokumentalnym, który ma opowiadać o wydarzeniach sprzed 14 lat staje się punktem zapalnym w życiu Ani. Kobieta ma świadomość, że oskrobanie swojej przeszłości z blichtru pociągnie za sobą nieodwracalne skutki – ujawnienie koszmaru, jaki przeszła w szkole średniej jest jednak tylko początkiem końca: jest jeszcze To Wydarzenie…
„Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” Jessici Knoll to, jak mówi się w literackim świecie, bomba z opóźnionym zapłonem. I to w dodatku bomba o zwiększonej sile rażenia. Ulokowanie głównej bohaterki, irytującej, zbyt idealnej, wykreowanej od stóp do głów na perfekcyjną współczesną kobietę w nie-realiach sławy, blichtru i amerykańskiego snu, tak dobrze znanego z wielu współczesnych tworów brutalnie zderza się z tym, co siedzi w jej głowie. Już od pierwszych stron przez idealną fasadę Ani prześwitują skotłowane myśli, lęk, niepewność, ból, swego rodzaju toksyczność. To początkowo sprawia, że bardzo ciężko jest przebrnąć przez pierwsze strony książki – dysonans między światami jest tak duży, że łatwo pogubić się w natłoku informacji, dygresji, imion, nazw miejsc i rzeczy. Czym bardziej jednak zagłębiamy się w lekturę, tym mniej istotny staje się świat Idealnej FaNelli – zasłona z jej perfekcji opada i wreszcie dostrzegamy bohaterkę taką, jaka jest – z pełnym wachlarzem nieidealnych cech, problemów i skrywanego bólu, zniszczoną wydarzeniami z przeszłości. Kiedy już wydaje się, że rozszyfrowaliśmy kobietę, zrozumieliśmy wpływ zdarzeń z dzieciństwa na jej teraźniejszość, okazuje się, że to dopiero przedsmak wielkich niespodzianek.
Jessica Knoll podjęła się opisania koszmarnego problemu i ulokowania go w gatunku „domestic noir”. Chociaż próba była brawurowa, nie zakończyła się pełnym sukcesem – po lekturze można odnieść wrażenie, że autorka próbowała wprowadzić zbyt wiele wątków, przez co część z nich nie dotarła do świadomości odbiorców we właściwy sposób; historia FaNelli nie jest wystarczająco obszerna, żeby pomieścić wszystko, co przygotowała autorka, a czego nie można traktować tylko jako dodatku do fabuły. Warto jednak przebrnąć przez pierwsze strony książki, bo później wpada się po szyję w spiralę tajemnic, kończącą się wybuchem wspomnianej wcześniej bomby. Warto wspomnieć, że książka jest owocem rzeczywistej traumy – jej autorka ma z główną bohaterką więcej wspólnego, niż początkowo można przypuszczać…
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie, Jessica Knoll. Znak Litera Nova, Kraków 2016.
Komentarze