„Najtwardsza stal” - recenzja

Recenzja książki „Najtwardsza stal”.
Czy kiełkujące uczucie poradzi sobie z nowymi wyzwaniami, które spotkają Harper i Trenta?

„Najtwardsza stal” to pierwszy tom cyklu Second Circle Tattoos autorstwa Scarlett Cole. Książka od razu przykuwa uwagę przyjemną dla kobiecego oka okładką. Od razu wiadomo do kogo skierowana jest ta powieść. Główni bohaterowie to Harper ukrywająca się pod przybranym nazwiskiem przed byłym chłopakiem oraz Trent – tatuażysta i podrywacz, ciągle rozpamiętujący swój pierwszy poważny związek i zawód, który mu sprawił. Tych dwoje połączy więcej, niż mogli sobie wyobrazić. Bohaterowie stopniowo zaczynają sobie ufać i odkrywać na nowo jak to jest czuć się bezpiecznie. Niestety, przeszłość dziewczyny nie daje o sobie zapomnieć. Za to przed Trentem otwierają się nowe możliwości. Czy będą w stanie przezwyciężyć czekające ich trudności?

Powieść ta to typowy romans. Owszem, znajdziemy w nim kilka pikantnych scen, ale nie spodziewajcie się zbyt wiele, to zdecydowanie nie erotyk. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, a zarysowana historia zdecydowanie wciąga. Nie zmienia to jednak faktu, że pod względem literackim nie jest to wybitna pozycja. Narracja choć płynna, jest bardzo prosta. Znajdziemy w niej sporą ilość powtórzeń i drewniane dialogi, które nie zrobiły na mnie wrażenia. Muszę jednak przyznać, że mimo tego była to dość przyjemna lektura i przeczytałam ją w jeden wieczór. Akcja rozwija się dość szybko, czytelnik nie nudzi się, ale całość jest bardzo przewidywalna i trywialna. Bohaterowie są sztampowi – on silny, przystojny i pewny siebie. Ona – szara myszka, która rozkwita przy nim jak kwiat. On jest szarmancki, rozsądny, opiekuńczy. Ona świetnie gotuje, jest zgrabna i inteligentna. Dwa chodzące ideały, szkoda że to takie nierealne i nudne.

Większość treści w powieści to istna sielanka. Jak dla mnie zabrakło silniejszych emocji. Pojawiały się bardziej trzymające w napięciu wątki, ale nie było ich zbyt wiele. Szkoda, że to właśnie one nie zostały bardziej rozwinięte. Jako wielbicielka tatuaży doceniam wątki ich dotyczące, bo to właśnie dzięki nim „Najtwardsza stal” staje się odrobinę bardziej oryginalną pozycją. Na uwagę zasługuje też wykorzystanie cytatów „Boskiej komedii” oraz lista kawałków, które Trent prezentował dziewczynie. Mimo wielu niedociągnięć lektura tej książki była dla mnie przyjemną rozrywką i myślę, że sięgnę po kolejne tomy serii.

Jeśli macie ochotę na lekkie czytadło zabarwione odrobiną erotyki, to zdecydowanie książka dla was. Prosta i lekka zapewni rozrywkę na wieczór. „Najtwardsza stal” to przyjemna, ale niestety sztampowa historia. Mimo to debiut Scarlett Cole zaliczam do udanych.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Scarlett Cole, „Najtwardsza stal”, Warszawa, Wydawnictwo Akurat, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat