„Nałkowska i jej mężczyźni” - recenzja

Recenzja książki „Nałkowska i jej mężczyźni”.
Patrząc na okładkę książki widzimy kobietę nie oczywistej urody - może nawet wręcz brzydką. A przecież, to sama Nałkowska!

„(…) Dziwiłem się, że Nałkowska jest taka duża, by nie powiedzieć <<zbyt obfitych kształtów>>, ale od razu musiałem też przyznać, że jest interesującej urody i że wygląda jeszcze bardzo młodo. Trochę mię raził jej głos, suchy, bezdźwięczny i raziły mnie pewne wady w wymowie, czego później już nigdy nie zauważyłem (…)”

Tak wspominał po latach swoje spotkanie z Zofią Nałkowską Jerzy Zawieyski (właściwie Henryk Nowicki). To chyba jeden z bardziej trafniejszych opisów Zofii Nałkowskiej, który dotyczy jej urody. Dzięki tym słowom można też w pewien sposób zrozumieć postrzeganie jej wdzięków przez mężczyzn. Trzeba pamiętać, że w momencie poznania Jerzego Zawieyskiego autorka „Medalionów” miała już 54 lata. Również i w późniejszych latach ta osobliwa dama nadal intrygowała mężczyzn 

„(…) Uroda Nałkowskiej ma swoją legendę; wychwalana przez mężczyzn, skrupulatnie mierzona i weryfikowana przez kobiety […] Zofia była piękna. Piękna w sposób szczególny i jedyny. […] Uroda Nałkowskiej szczęśliwie zresztą przez naturę ukształtowana, nie znaczyła decydująco sama dla siebie. Ale też nie była nieważną jakością dodatkową. Była – co najrzadziej się zdarza – niejako funkcją jej osobowości. Była jak jedyny niewymienny rytm związany z jej istotą duchową. Nie można było sobie wyobrazić Nałkowskiej inaczej. […] Rodzaj urody stał się imieniem i nazwiskiem Zofia Nałkowska (…)”

Ten opis natomiast należał do Wilhelma Macha i dotyczył Nałkowskiej po sześćdziesiątce. O ile pierwszy opis nakreślał to, co mogło zachwycać w niej od razu – tak drugi z cytowanych tekstów, pokazuje o wiele dogłębniej i bardziej mięsiście, cały szereg aspektów urody tej „pięknej w sposób szczególny i jedyny” damy.

Również i kobiety nie były obojętne na jej urodę i osobowość która tylko potęgowała zewnętrzne piękno. Bez wątpienia miała w sobie coś co przyciągało ludzi.

Autorka – Iwona Kienzler, w swojej książce „Nałkowska i jej mężczyźni. Zwolenniczka wolnej miłości i praw kobiet” pokazuje nie tylko samą Zofię Nałkowską i jej związki z mężczyznami. Na stronach lektury ukazany jest przede wszystkim świat epok w jakich dorastała i żyła bohaterka Iwony Kienzler. To atut książki, która dzięki takim opisom, nie stała się błahą charakterystyką kolejnych romansów pisarki z odległej epoki - dla coraz młodszych czytelników, znanej jedynie ze szkolnej „Granicy” czy „Medalionów”

Tytuł książki to „Nałkowska i jej mężczyźni. Zwolenniczka wolnej miłości i praw kobiet”, jeżeli ktoś przeczyta tylko ten tytuł, odbierze Zofię Nałkowską jako feministkę oraz kobietę z bogatym życiem seksualnym. Jednak po przeczytaniu książki, postrzeganie przez nas tej wszechstronnej autorki może bardzo się zmienić. Powodem takiej zmiany jest wiedza na temat tego jak bohaterka podchodziła do sprawy tak zwanej wolnej miłości. Doszłam do wniosku, że dla Zofii Nałkowskiej wolna miłość – to piękny, wolny od bodźców zewnętrznych, autonomiczny - rozsądny umysł. Tym samym odniosłam wrażenie, że cielesność - choć ważna, była przeznaczona dla tych intelektualnie z nią dobranych lub tych, którzy fascynowali Zofię Nałkowską swoją fizycznością w sposób jaki młoda kobieta jest po raz pierwszy zafascynowana mężczyzną. A Zofia Nałkowska jako zwolenniczka praw kobiet? Cóż, pomimo że uważana za feministkę przez ludzi swojej epoki, nigdy tak naprawdę nią nie była - nawet jeżeli tak ją odbierali ludzie. Ona sama popierała walkę o prawa kobiet, w życiu prywatnym – w związkach z mężczyznami, stanowiła antytezę kobiety wyzwolonej, zawsze wybierając mężczyzn o archetypie macho, którzy okazywali się nie łatwymi partnerami. Zofia Nałkowska chciała być najzwyczajniej, otoczona opieką i miłością. Nie w głowie były jej walki o niezależność na siłę – dlatego była zwolenniczką praw kobiet a nie bojowniczką o prawa kobiet, bo była też po prostu kobietą, która wciąż szukała odpowiedniego dla siebie mężczyzny.

Język książki – ogólnie, jest łatwy w odczytaniu i jednoczesnym przyswojeniu. Jednak zdania w niektórych fragmentach są źle skonstruowane składniowo i nie są wolne od pomyłek (źle użyty przyimek, czy źle odmieniony wyraz). Zdecydowanie zdania są dość dziwnie konstruowane, i niekiedy po prostu zdają się za długie. Przez taki zapis czytelnik nie może oddać się do końca przyjemności czytania i szybko może stracić wątek, co niewątpliwie doprowadza do wzburzenia. Jednak pomimo tego akcja jest fascynująca i porywa, więc pomimo iż błędy są irytujące można je w pewnym stopniu wybaczyć autorce.

Książka na pewno warta przeczytania. Pomimo mankamentów językowych. Iwona Kienzler przybliża postać Zofii Nałkowskiej i jednocześnie skłania do pochylenia się nad tą barwną postacią.

Nie jest to biografia od początku do końca, pokazuje natomiast pewien aspekt życia pisarki i jak pod wpływem bodźców na niego reagowała – dawała sobie radę.

Autorka koncentruje się na mężczyznach w życiu Zofii Nałkowskiej, ale nie zrobiła z tego nie przekraczalnych ram, dzięki temu książka jest płynna i ciekawa. O mężczyźnie jest w tej książce chyba na każdej stronie, ale nadal główną bohaterką pozostaje kobieta.

Katarzyna Prędotka
(katarzyna.predotka@dlalejdi.pl)

Iwona Kienzler, „Nałkowska i jej mężczyźni. Zwolenniczka wolnej miłości i praw kobiet”, Bellona, Warszawa 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat