„Namiętna gra” – recenzja

Recenzja książki „Namiętna gra”.
Zachwyty licznych czytelniczek nad książką Alice Clayton dobitnie dowodzą, że duże dziewczynki też bardzo lubią czytać bajki...

33-letnia Grace dostaje od życia drugą szansę – wiele lat wcześniej nieudane próby zaistnienia w Mieście Aniołów i zdobycie prawdziwej sławy skoczyły się bolesną porażką, po której jak niepyszna wróciła do rodzinnego domu, na długi czas zapominając o swoich marzeniach podbicia Hollywood. Teraz jako dojrzała kobieta podejmuje kolejną próbę zawojowania świata teatru i filmu, a pomaga jej w tym wierna i oddana przyjaciółka Holly. To właśnie dzięki prężnie działającej agentce gwiazd Grace poznaje wschodzącą gwiazdę – Jacka Hamiltona, za którym ciągną się cielęce spojrzenia zakochanych w nim fanek. Superseksowny Naukowiec, którego gra ten oszałamiająco przystojny, 24-letni Brytyjczyk, jest ulubionym bohaterem pań czytających gazetowe opowiadania, na podstawie których stworzono film zapowiadający się na wielki sukces.

I to właściwie koniec fabuły książki liczącej prawie 350 stron. Potem oczywiście Jack – ten wspaniały bożyszcze tłumów kobiet i marząca o karierze Grace zaczynają ze sobą flirtować, coraz mocniej i mocniej, po czym wchodzą w intensywną relację, na którą składają się głównie: całowanie, pieszczoty, seks oralny, petting, a w końcu klasyczny seks określany mianem „ruchanka”. Oczywiście, w międzyczasie mają miejsce inne wydarzenia – Grace dostaje wymarzoną rolę w musicalu (bo jak na bajkę przystało, wszystko jest prawie idealne), Jack musi brać udział w promocji filmu i spotykać się zarówno z dziennikarzami, jak i z innymi członkami ekipy, wścibscy paparazzi polują na gorącą parę... Jednak to, co dzieje się poza sypialnią, w której ci dwoje spędzają zdecydowaną większość czasu, stanowi tylko przerywnik w intensywnej relacji Jacka i Grace dodany po to, by zapełnić strony czymś innym niż jęki, mruczenie i odgłosy rozkoszy.

Czytając „Namiętną grę” momentami naprawdę współczułam Holly, w której domu rozgrywała się duża część miłosnych igraszek. Przyjaciółka Grace musiała znosić donośne krzyki wydawane przez rozkoszną parkę, co z pewnością musiało być męczące i po prostu irytujące. Niestety, przewracając kolejne kartki książki ja również czułam się znużona ich namiętnością – 200 stron opisów sposobów, w jaki język i dłonie Jacka doprowadzały Grace do orgazmu to naprawdę przesada. Do tego Grace, która na co dzień tryska ciętym humorem, w chwilach rozkoszy mówi grafomańskim bełkotem o prądach, drżeniach, światełkach i nie wiadomo czym jeszcze. Po czym zapada w spokojny sen w ramionach tego młodego bóstwa, o którym marzą kobiety...

W klasycznych romansidłach Nory Roberts czy Daniella Steele seks był dodatkiem do fabuły, częstym i intensywnym, ale jednak dodatkiem. Niestety, sukces książek z serii „50 twarzy Greya” sprawił, że autorzy, chcąc odnieść szybki sukces, serwują czytelnikowi bez opamiętania seks w każdej ilości – łatwiej wymyślić kilka soczystych opisów pieszczot lub odwołać się do własnych doświadczeń w tej dziedzinie niż sklecić sensowną fabułę, pełną ciekawych wydarzeń i splotów akcji. „Namiętna gra” to właśnie przykład na to, jak wykorzystując bardzo proste, znane schematy i dokładając do nich bardzo solidną dawkę erotyzmu i lekkiej pornografii można odnieść sukces. Mnie osobiście taki sposób konstruowania powieści nie przekonuje, a wręcz nudzi i irytuje. Ile można czytać wynurzeń Grace na temat tego, jak wspaniale Jack posługuje się językiem?!

Zamieszczona na okładce informacja, że Grace to rudowłosa Bridget Jones została napisana chyba przez kogoś, kto nie mając pomysłu na inne hasło reklamowe posłużył się odwołaniem do klasycznej bohaterki powieści dla kobiet, chcąc tym samym skusić czytelniczki Helen Fielding do sięgnięcia po książkę Alice Clayton. Jako wierna fanka Bridget dałam się nabrać – z uwielbianą przez miliony Brytyjką Grace nie ma żadnych szans. Jedyne, co je w jakiś sposób łączy, to humor, którego obie bohaterki mają pod dostatkiem, choć objawia się w różny sposób. Jeśli jednak oczekujecie wciągającej opowieści o kobiecie, która walczy ze swoimi niedoskonałościami, mierzy się zarówno z sukcesami, jak i porażkami, szuka wielkiej miłości i ma grono zwariowanych przyjaciół – odradzam sięgnięcie po „Namiętną grę”. To książka tylko dla tych, którzy lubią czytać soczyste opisy seksu i związanych z nim doznań. Bo gdyby skrócić je do rozsądnego minimum, zamiast powieści standardowej długości powstałaby broszurka. A szkoda, bo kilka wątków fabularnych, które jednak przebijają się spod warstwy namiętności, można byłoby o wiele bardziej rozwinąć, co być może nastąpi w kolejnych częściach cyklu, bo to dopiero pierwszy tom przygotowany przez Claton. Czy jednak sięgnę po następną część przygód Grace? Szczerze wątpię, bo raczej nie zniosę kolejnej dawki „rozkoszy” w takim wydaniu.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

„Namiętna gra”, Alice Clayton, Wydawnictwo Pascal, Bielsko Biała, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat