Napalona wilkołaczka na tropie złych mutantów

Recenzja książki "Całując Grzech".
Nimfomanki naprawdę wymiękają przy Riley.

Kolejny tom o seksownej, wiecznie napalonej wilkołako-wampirzycy Riley Jenson od razu zaczyna się akcją. Riley budzi się naga w dziwnym miejscu obok ciała ochroniarza, którego zabiła. Niczego nie pamięta i nie ma pojęcia, gdzie się znalazła. Wie jednak, że musi uciec, a po drodze spotyka sojusznika w postaci dosłownie i w przenośni – prawdziwego ogiera. Udaje im się razem opuścić dziwny ośrodek badawczy, gdzie zmiennokształtni byli oddawani genetycznym eksperymentom, ale oczywiście to dopiero początek kłopotów.

Riley będzie musiała uciekać przed zmutowanymi niedźwiedziami, jaszczurkowatymi zabójcami i tradycyjnymi snajperami, a przy okazji dowiedzieć się, kto i dlaczego ją ściga. W międzyczasie  przyjdzie jej negocjować warunki związku z przystojnym wampirem Quinnem, którego poznaliśmy na łamach poprzedniego tomu, zostać kochanką dawnego partnera Mishy, żeby uzyskać od niego potrzebne informacji, a po drodze znaleźć jeszcze jednego atrakcyjnego partnera, nie wspominając już o narowistym ogierze. Nimfomanki naprawdę wymiękają przy Riley.

Scen seksu nie zabraknie, zwłaszcza, że Riley używa go dla dobra śledztwa – aby otrzymać informacje, których potrzebuje, stąd w książce tak, jak poprzednio jest sporo wiadomych momentów. Szkoda tylko, że ich opisy są do siebie tak podobne, że pojawiają się w nich nawet te same zdania! Ulubionym opisem uniesień bohaterki został niewątpliwie „kalejdoskop wrażeń przetaczających się przez każdy zakamarek jej umysłu”. Ma go oczywiście za każdym razem... Według mnie można było trochę bardziej się wysilić literacko...

Głównym motywem książki jest wątek rozpoczęty we „Wschodzącym księżycu”, czyli śledztwo w sprawie modyfikacji genetycznych, za pomocą których ktoś chce stworzyć idealnego zabójcę, który miałaby siłę wampirów, zdolności regeneracyjne wilkołaków i jeszcze kilka innych przydatnych cech od pozostałych gatunków zmiennokształtnych. Polują oni na Riley, ponieważ jest ona bardzo rzadką krzyżówką wilkołaka i wampira, przez co jej geny stają się szczególnie cenionym towarem i nie brak chętnych, żeby ją zapłodnić.

Sam pomysł na fabułę dotyczącą inżynierii genetycznej, klonowania i międzygatunkowych eksperymentów miał naprawdę świetny potencjał, tyle tylko, że autorka Keri Arthur wykorzystała go wyjątkowo nieumiejętnie. Cała sieć powiązań, pomiędzy osobami stojącymi po „złej” stronie jest tak totalnie zagmatwana, że dotarłam do momentu, w którym naprawdę trudno było mi się połapać w tym, kto jest kim, wśród pojawiających się imion i nazwisk. Zwłaszcza, że większość z postaci powiązanych ze sprawą występuje tylko w tle i na dobrą sprawę nie ma nawet dialogów... Jak na książkę, łatwą, przyjemną i seksowną, autorka wybrała sobie zbyt skomplikowaną intrygę. Bo jak na książkę, w której pierwsze skrzypce miałaby grać intryga, fabuła, czego bardzo żałuję, jest tu niestety zbyt skondensowana.

Mimo wszystko, polecam „Całując grzech”, bo nie mam wątpliwości, że książka spodoba się wszystkim, których wciągnął „Wschodzący księżyc”. Nie wspominając o tym, że sprawa nie zostaje wcale rozwiązana, a autorka kończy zapowiedzią, że w kolejnych tomach przygody Riley wcale nie będą mniej niebezpieczne ani mniej seksowne.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Keri Arthur, „Całując Grzech”, Instytut wydawniczy Erica, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat