Napraw siebie, by zbudować trwały związek

Recenzja książki „Miłość po przejściach”.
Nie od dziś wiemy, że „czas leczy rany”, a „najlepszym lekarstwem po rozstaniu z partnerem, jest nowy”.

W niektórych przypadkach się sprawdza, w niektórych nie ma mowy o takim rozwiązaniu. Niektórzy pogrążeni w rozpaczy eks-partnerzy, rzucają przekleństwami, czy klątwami na swoich byłych, no bo „jak on(a) mógł mnie tak zostawić?”.

Porzuceni uważają, że porzucający w ogóle się tym nie przejmują, natomiast oni sami cierpią i są w najgorszej sytuacji. Ci drudzy z kolei wcale nie mają tak łatwo. Analizują czy to było ostateczne rozwiązanie, czy dało się jeszcze coś naprawić, albo jeśli nie to dlaczego? Takie pytania można mnożyć. Patrząc na związek z zewnątrz, zawsze widzimy błędy obojga partnerów. On powinien czasami odpuścić, ona wcale nie musiała się obrażać. Wystarczyło chwilę porozmawiać, wyjaśnić i nie zmarnowaliby całego dnia na kłótnię. Z drugiej strony, dlaczego w ogóle się pokłócili? Przecież to było tak nieistotne. Dla nas z zewnątrz było to wielce nieistotne. Ale dla tych partnerów kłótnia o skarpetki na podłodze to sprawa honoru, życia i śmierci. Jak to rozwiązać? Czy naprawdę trzeba zatruwać sobie życie przez te skarpetki? Przyczyna tkwi wewnątrz. W samym środku związku, czyli pomiędzy dwoma charakterami, a wywodzi się ze środka nas samych. Oto całe rozwiązanie wszystkich partnerskich problemów.

„Miłość po przejściach” to książka-terapia. Opowiada o niezwykle trudnym związku Krzysztofa i Hani, którzy by być razem poświęcili swoje poprzednie relacje. Niestety wychodziły na wierzch ich przyzwyczajenia z poprzednich związków, oczekiwania, które okazywały się niewypowiedziane, a jednak ich wymagali od siebie nawzajem. Postanowili wybrać się na partnerską terapię by zapobiec najgorszemu. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Z każdym dniem, słuchając rad Pani Joanny, odkrywali siebie na nowo i dbali
o siebie bardziej.

Elżbieta Liszewska, autorka książki, to specjalistka od złamanych serc. Już czytając pierwszą stronę można wczuć się w sytuację bohaterów i wyciągać powoli wnioski, porównując to do swojego życia. Dzięki niej dowiemy się, co robić, by nasz związek stale się rozwijał i był równie satysfakcjonujący jak „ na początku”. O miłość trzeba dbać i nigdy o tym nie zapominać. Gdy wyjedziemy na wakacje, to nasze kwiaty w domu raczej będą w złej kondycji. Kiedy pozostawimy je na kilka dni, da się jeszcze wszystko naprawić. Ale dłuższa przerwa w pielęgnacji oraz całkowite zapomnienie może prowadzić już tylko do ostatecznego wyjścia. Polecam wszystkim parom tę lekturę, by zapobiegać, a nie leczyć.

Katarzyna Picz
(Katarzyna.picz@dlalejdis.pl)

Elżbieta Liszewska, „Miłość po przejściach”,  Studio Astropsychologii, Białystok 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat