Fabuła
Życie Caldera, od zawsze kręciło się wokół Arkadii. Posłuszeństwo wobec Hectora, pomoc wspólnocie, przynoszenie wody, oddanie, szacunek, brak pytań – to tylko kilka z jego zadań. Kiedy w wieku dziesięciu lat poznaje ośmioletnią Eden, jego życie diametralnie się zmienia. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że już nic nie będzie takie samo. Jego nadzieje oraz marzenia kręcą się wokół słodkiej Eden, która ma zostać... żoną przywódcy sekty. Czy można zagłuszyć pragnienia? Co się stanie, kiedy Calder zawalczy o swoje? Czy tytułowa odwaga wystarczy do osiągnięcia celu?
Moim zdaniem
Jest to jedna z najbardziej wkurzających książek mojego życia. Na tym mogłabym zakończyć recenzję i powiedzieć dobranoc. Nie jest to spowodowane, że książka jest zła. Wręcz przeciwnie. Denerwuje mnie zachowanie bohaterów, praktycznie wszystkich. Każdemu dałabym wychowawczego plaskacza, szczególnie Hectorowi.
Wspomniany wyżej Pan, jest przywódcą apokaliptycznej sekty. Według niego, jest to religia, a on najwyraźniej jest jej Bogiem. Tak się zachowuje. Jego decyzje są niepodważalne, a kontakt z Bogami niezachwiany. Ta część książki jest przedstawiona, aż do przesady. Niektórych może razić, ale pokazano prawdziwość działania takich sekt. Przerażające jest to, że naprawdę istnieją.
W książce mamy styczność z prawdziwym kultem. Mieszkańcy podzieleni są na uprzywilejowanych i tych normalnych. Wielka rada ma bieżącą wodę, pralkę, telefon...itp Robotnicy wierzą w każde słowo swoje przywódcy. Nawet przez chwilę nie wydaje im się dziwny taki podział. Dobra doczesne, ze świata zewnętrznego, są złe, ale... głównie dla nich. Niesprawiedliwość jest głównym czynnikiem, dlaczego książka może podnieść ciśnienie. Dlaczego pozwalają tak się traktować? Było to dla mnie trudne do zrozumienia, jednak taka jest sekta. Niejednokrotnie krzyczałam, aby się opamiętali. Pranie mózgu i podporządkowanie swojego życia.
Autorka, bardzo dobrze przedstawiła zasady działania takiej wspólnoty. Ewoluujący fanatyzm Hectora i Wielkiej Rady, wywołuje autentyczne ciarki na całym ciele. Nowa religia i duchowy przewodnik wywołują zawroty głowy, a wśród oddanych – uwielbienie.
Calder wybudza się ze swojego snu. Jesteśmy świadkami jego ścieżki „po rozum”. Sukcesywnie i stopniowo wyklucza absurdy, zauważa nieścisłości w religii, w którą wierzył. Jego miłość potęguje ten stan rzeczy.
Eden od dawna nie godzi się z przyjętym stanem rzeczy. Nie wie jednak co mogłaby zrobić. Kiedy Calder odwzajemnia jej długo ukrywane uczucie, znajduje nowe siły. Wole, aby walczyć o swoje.
Wielkim plusem, jest pokazana ścieżka, jaką przebyli bohaterowie od początku książki. Jak przestają ślepo wierzyć w kazania Hectora i poddają wszystko w wątpliwość. Od razu przychodzi do głowy, czy autorka posiłkowała się jakimiś wywiadami z ludźmi „po sekcie”. Uczucia i wrażenia są tak prawdziwe i realne.
Xander, najbarwniejsza postać, wywołuje niejednokrotnie śmiech. Braterska więź z Calderem jest dla niego najważniejszą rzeczą. Jest przyjacielem, którego każdy chciałby mieć.
Lektura pozostaje na długo w systemie. Barwni bohaterowie, ciekawa historia i powiew świeżości – są to główne cechy powieści. Podoba mi się, że autorka, za każdym razem serwuje nam coś nowego. Widać, że ma głowę pełną pomysłów. Niecierpliwie czekam na tom 2. Tymczasem, polecam fanatykom tematu sekt, kultu oraz miłośnikom świeżej i porywającej miłości.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Mia Sheridan, „Narodziny odwagi. Calder”, Gliwice, Helion SA., Septem, 2016
Komentarze