Krystyna Mazurówna to barwna postać w polskiej popkulturze. To tancerka, choreografka i dziennikarka. Absolwentka warszawskiej szkoły Baletowej, solistka Teatru Wielkiego i Opery Warszawskiej. Tańczyła jako solistka w spektaklach Josephiny Baker oraz w rewii Casino de Paris. Przez kilkanaście lat była także felietonistką w nowojorskim tygodniku „Kurier plus”. Od 1968 roku mieszka w Paryżu.
„Nasi za granicą” jest właśnie o jej życiu w Paryżu – życiu, które kręci się wokół Polaków na emigracji. Dzieli się z czytelnikami nie tylko swoim doświadczeniem emigrantki, ale również osób, które pojawiły się na jej drodze. Z przymrużeniem oka, czasem lekką ironią obserwuje naszych rodaków za granicą, głównie w Paryżu. Krystyna Mazurówna jest na tyle wyluzowana kobietą, że nie bała się zaprosić pod swój dach nawet obcych ludzi, których nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Co więcej, gdy ktoś zapraszał ją na kawę i deser (ale tłumaczył się chwilowymi problemami finansowymi i nie stać go na kawę, ciasto a nawet bilet na metro) potrafiła zabrać puszkę własnej kawy, upiec ciasto i pojechać w odwiedziny do zapraszającego. Starała się pomagać każdemu potrzebującemu rodakowi, niezależnie od miejsca pochodzenia, wieku czy osobistych przekonań. Uważa, że było w jej obowiązku pomagać „swoim” za granicami opuszczonego kraju, bo tak powinno się postępować. Pomagała nie tylko szukać dachu nad głową czy pracy, ale również starała się zeswatać ze sobą samotne duszyczki poszukujące miłości. W międzyczasie robiła karierę popularnej tancerki oraz starała się wychowywać własne dzieci.
Co wiedziałam o tej kobiecie? Pamiętam, że Krystyna Mazurówna swego czasu była jurorem w jakimś programie rozrywkowym. Wyglądała co najmniej dziwnie: z kolorowymi i nastroszonym włosami, ekstrawaganckimi strojami i wyzywającą postawą. Odebrałam ją wtedy jako dziwaka i oszołoma. Tymczasem po lekturze jej najnowszej książki stwierdzam, że jest to osoba wrażliwa o wielkim sercu, pełna empatii, która nie przejdzie obojętnie obok potrzebującego, a przy tym ma niesamowite poczucie humoru. No cóż, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nie należy sugerować się wszystkim, o czym mówią w telewizji.
Książka napisana jest lekkim i przyjemnym językiem, z solidną dawką dobrego humoru. Wszystko napisane jest ciurkiem, nie ma żadnego podziału na rozdziały, co - muszę przyznać – czasami było męczące i powodowało oczopląs. Miedzy słowami pojawiają się prywatne fotografie Mazurówny z różnych okresów jej życia. Głównie były to zdjęcia z jakiś tanecznych występów. Książka „Nasi za granicą” bardzo miło mnie zaskoczyła. Spodziewałam się raczej jakiś stereotypów; sposobów, w jaki nas postrzegają obcokrajowcy. Tymczasem to garść przeróżnych anegdotek z życia Krystyny Mazurówny. Bardzo chętnie sięgnę po resztę książek jej autorstwa.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
Krystyna Mazurówna, „Nasi za granicą”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2018
Komentarze