„Zwolnij kochanie” to ostatnia powieść z cyklu historii o Natalii Skowrońskiej i Williamie Barlow. Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że dwóch poprzednich nie czytałam, stąd moja ocena może okazać się nieobiektywna dla stałych czytelników tej serii. Dlatego też, swoje słowa kieruję przede wszystkim do osób, które z prozą Anny Rybkowskiej nie miały jeszcze do czynienia. Liczę, że czytelnicy, znający już losy Nell i bez mojej opinii sięgną po ostatnią książkę o jej losach.
Jako, że nie miałam pojęcia, co wydarzyło się w poprzednich częściach serii, z początku nie nadążałam za fabułą. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że nowy czytelnik nie powinien się zrażać tą niewiedzą, powoli wszystko układa się w spójną całość, jak to bywa w przypadku przegapienia kliku odcinków brazylijskiej telenoweli. Polecam jednak, by serię zacząć czytać po bożemu, czyli od początku.
Książka „Zwolnij kochanie” to jedna, wielka mistyfikacja. William, który upozorował swoją śmierć stara się występować w niej pod nazwiskiem – Ben Webber. Nie jest on już muzykiem rockowym, ale podróżnikiem. O ile z przywłaszczeniem sobie nowego wizerunku poszło mu gładko, o tyle rockowej osobowości nie był w stanie się wyzbyć. I tak, choć przy będącej w śpiączce Nell spędzał całe dni, wciąż powtarzając, jak bardzo mu na niej zależy i, jak bardzo ją kocha, to używanie życia nie wyszło mu z krwi. Swoje męskie potrzeby załatwiał na boku z innymi kobietami. Przecież one go prowokowały, a nie on był słaby – tak sobie tłumaczył. Wybudzenie Nell okazało się dla niego zarówno sukcesem, jak i porażką. Kobieta miała amnezję, nie pamiętała, jak się nazywa, kim jest i kim są ludzie, którzy ją otaczają, łącznie z Willem. Tak miało być, miała stracić pamięć, zapomnieć o tym, że ostatecznie opuściła Willa i wróciła do swojej rodziny w Polsce, ale nie miała zapomnieć o nim i łączącym ich uczuciu.
Niemal przez całą książkę Ben okłamuje Natalię. Dla niej również stworzył nową postać. Po wybudzeniu musiała zacząć funkcjonować jako Nell Webber – żona Bena Webbera. Wymyślił dla niej nie tyko przyszłość, ale i przeszłość. Natalia Skowrońska zmarła, taka wersję przekazano nawet jej polskiej rodzinie. Nowa Nell nie miała nic wspólnego ze swoją poprzednią, „oryginalną wersją”, nawet narodowości. Zagubiona, zmanipulowana kobieta wierzyła Benowi w każde słowo, nie miała nikogo innego poza nim, komu mogłaby zaufać. Powoli jednak docierały do niej głosy z jej prawdziwej przeszłości. Do czego zdolny jest Ben, by zatrzymać Nell przy sobie? Czy kobiecie uda się w końcu wybudzić ze śpiączki również Natalię Skowrońską, a nie tylko jej ciało?
Anna Rybkowska, poza niezwykle ciekawą fabułą, sprzedaje czytelnikowi coś bardziej interesującego – spostrzeżenia na temat najgłębszych zakamarków ludzkiej osobowości. Tłumaczy, czym kierują się poszczególne postaci, rozkłada na czynniki pierwsze ich zachowania. Dzięki temu, nawet te najbardziej okrutne przestają przerażać. Drąży, w jaki sposób manipulować innymi ludźmi. „Zwolnij kochanie…” to nie tylko fascynująca treść, ale i skarbnica niebezpiecznej wiedzy o wnikaniu w ludzki umysł. Autorka prześwietla go na wskroś. Trzeba się liczyć z tym, że proza Anny Rybkowskiej na długo zapada w pamięć.
Uważam, że książka „Zwolnij kochanie”, jak na gatunek, który reprezentuje, jest rewelacyjna. Z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu. Żałuję jedynie, że nie mogę porównać jej do poprzednich części i, że teraz, kiedy już znam zakończenie serii, czytanie ich będzie nieco mniej wciągające. Bo, że je przeczytam, nie ulega wątpliwości. Mniej chętnie ze względu na fabułę, bardziej ze względu na warsztat autorki. Tym, których zainteresuje „Zwolnij kochanie…” przypomnę jednak, by nie czytali serii wspak.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Anna Rybkowska, „Zwolnij kochanie…”, Wydawnictwo Lucky, Radom 2012
Komentarze