„Naturalista” – recenzja

Recenzja książki „Naturalista”.
Bestialskie zabójstwo budzi w apatycznym wykładowcy ducha śledczego.

Życie bioinformatyka Theo Craya wypełnia praca na uczelni i wyjazdy, podczas których poszukuje zależności pomiędzy systemami biologicznymi. W trakcie jednego z nich niespodziewanie zostaje zatrzymany przez policję. Jeśli w tym momencie spodziewacie się krzyków, szamotaniny i potoku przekleństw, możecie się srodze zawieść. Theo jest nie tyle wzburzony, co zaciekawiony całą sytuacją. Pomimo zaskoczenia stara się do wszystkiego podejść metodycznie i spokojnie odpowiada na wszystkie zadawane mu pytania. Okazuje się, że nie żyje jedna z jego byłych studentek, a głównym podejrzanym miejscowej policji jest… niedźwiedź. Skąd więc nalot jednostki SWAT na motel? Analityczny, bez przerwy pracujący na najwyższych obrotach, umysł profesora i narastające poczucie winy z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej przysłaniają zdrowy rozsądek. Chcąc, nie chcąc, Cray rozpoczyna własne śledztwo prowadzące przez zapadłe, pozbawione nadziei na lepsze jutro mieściny, podrzędne motele, niebezpieczne leśne ścieżki i morze funkcjonariuszy niedających wiary jego teoriom.

Największą zaletą „Naturalisty” jest plastyczny język i niezwykle wciągający styl opowieści. Andrew Mayne doskonale odnajduje się w żonglowaniu napięciem. Płynnie przechodzimy od klimatycznych, wywołujących ciarki na plecach opisów niewinnych wycieczek z tragicznym finałem poprzez umiejętne wplatanie zapadających w pamięć ciekawostek ze świata natury (te o rekinach są moimi ulubionymi) aż po wewnętrzne rozterki Theo. Po wielu książkowych rozczarowaniach trafienie na postać, której od pierwszego spotkania wręcz nie sposób nie lubić, nawet jeśli nie przepada się za typem sherlockowskiego geniusza, było dla mnie naprawdę miłą odmianą. Co więcej, zwykle w przypadku kryminałów trudno pozbyć się wrażenia, że antagonista góruje nad swym przeciwnikiem pod względem psychologicznej złożoności. Tym razem można bez wahania postawić między nimi znak równości. Przeciwstawienie sobie obsesyjnego łączenia faktów przez Theo oraz makabrycznej, rozwijanej latami pasji do zabijania mordercy tworzą intrygującą kombinację niepozwalającą odłożyć książki przed jej skończeniem.

Oczywiście, nie twierdzę, że nie ma rzeczy, które można by poprawić, jednak i taką ewentualność wziął pod uwagę twórca. Mayne potrafi bowiem w mniej prawdopodobnych momentach puścić do czytelnika oko, pisząc w imieniu głównego bohatera „Wiem, że to wszystko jest szyte grubymi nićmi”, czy „Odpieprzam bioniczny cyrk w stylu Lance’a Armstronga, tyle, że jeszcze bardziej ekstremalny”. Taka nutka autoironii jest bardzo potrzebna, lecz niestety coraz rzadziej spotykana. Wielu pisarzy popełnia błąd, starając się bez końca naciągać fakty, licząc na roztargnienie bądź wielki kredyt zaufania ze strony odbiorców. Przypadek „Naturalisty” pokazuje, że zamiast nakręcać spiralę nielogiczności, lepiej postawić sprawę jasno. Dzięki temu w momencie, gdy już chcielibyśmy się do czegoś przyczepić, nie mamy na to zbytnio szansy, bo sekundę później zostajemy rozbrojeni i pozostaje nam się tylko uśmiechnąć, doceniając spryt i szczerość autora.

Książkę polecam zarówno fanom historii z dreszczykiem, naukowych dygresji, jak i każdemu, kto chce po prostu spędzić miło szary, deszczowy wieczór, bądź znaleźć wymówkę od leśnego spaceru, gdy pogoda się poprawi.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Andrew Mayne, „Naturalista, Warszawa, Wydawnictwo Grupa Wydawnicza Foksal, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat