Wieczorem 4 października 1966 roku, będąc na wystawie portretów zrobionych ukrytym aparatem, Katey Kontent natyka się na dwa zdjęcia starego znajomego, przywołujące falę wspomnień, dzięki której, wraz z nią, cofamy się do schyłku lat trzydziestych ubiegłego wieku.
A dokładnie do ostatniej nocy 1937 roku, kiedy w życiu jej i jej serdecznej przyjaciółki Eve Ross, pojawia się Tinker Grey, mężczyzna wytworny, bogaty, pochodzący z wyższych sfer. A przynajmniej robiący takie wrażenie. Mężczyzna, który prędzej czy później sprawi, że, może nawet nie do końca świadomie, te dwie kobiety zaczną ze sobą rywalizować.
Mimo tego „Dobre wychowanie” to nie miałki romans, ale urocza powieść o tym, że pozory czasem mylą, a o tym, czego dokonamy, wcale nie decyduje pochodzenie. To powieść o wierności swoim zasadom, nawet jeśli te zasady są trochę sprzeczne z tym, czego wymagają od nas inni. O tym, że los może się odmienić w każdej chwili, a naszym życiem rządzą przypadki, krótkie, pozornie nic nie znaczące momenty, które potrafią obrócić je o 180 stopni oraz ludzie, których spotykamy na swojej drodze, nieważne czy spędzimy przy ich boku pięć lat czy pięć minut.
„Dobre wychowanie” to zapis jednego roku z życia Katey Kontent. Jednego roku, który zmienił wszystko, choć można by przypuszczać, że nie wydarzyło się w nim właściwie nic szczególnego. Ot kilka przyjęć, zmiana pracy, poznanie nowych osób, można by powiedzieć, że to nic takiego. Ale w 1938 roku przez życie Katey „przemknęły cztery barwne postacie obdarzone wielkim charakterem”, które niewątpliwie sprawiły, że rok taki, jak ten nie mógł się powtórzyć już nigdy więcej.
Z wielką dbałością o szczegóły opisuje Amor Towles miejsca odwiedzane przez swych bohaterów, tworząc w ten sposób niesamowity klimat Nowego Jorku końca lat trzydziestych. Niemal mamy okazję zobaczyć wnętrza ich domów, biur czy restauracji, w których bywają. Niemal czujemy jakbyśmy znaleźli się zaraz obok Kate, słuchając jazzu (którego zresztą uparcie słuchałam w trakcie lektury, co znacznie potęgowało moje odczucia), wdychając dym papierosowy i upijając się martini.
Zdecydowanie mam ostatnio szczęście do bardzo udanych debiutów. „Dobre wychowanie” Towlesa bezdyskusyjnie jest jednym z nich.
Izabela Raducka
(izabela.raducka@kobieta20.pl)
Amor Towles, „Dobre wychowanie”, Znak, Kraków 2013
Komentarze