„Niania z piekła rodem” Kariny Majsterek korzysta z motywów doskonale znanych miłośniczkom współczesnych romansów: mamy bogatego, przyzwyczajonego do kontroli mężczyznę, niespodziewane ojcostwo, nianię z charakterem, enemies to lovers, slow burn i oczywiście przeszłość, która prędzej czy później musi upomnieć się o swoje. Brzmi znajomo? Owszem. Tyle że autorka dorzuca do tej mieszanki sporo humoru, złośliwych potyczek słownych i bohaterkę, której zdecydowanie daleko do potulnej opiekunki.
Dexter Moore jest miliarderem, człowiekiem sukcesu i kimś, kto lubi mieć swoje życie pod kontrolą. Wszystko zmienia się w chwili, gdy dowiaduje się, że ma małą córkę. Nagle perfekcyjnie zorganizowana codzienność zaczyna przypominać serię sytuacji awaryjnych, a prowadzenie firmy trzeba pogodzić z odpowiedzialnością za niemowlę. Rozwiązaniem ma być zatrudnienie niani.
I wtedy pojawia się Waverly Woods.
Problem w tym, że dla Dextera jest ona po prostu kobietą poleconą przez przyjaciela. Dla Waverly nowy pracodawca jest natomiast człowiekiem, którego decyzja przed laty miała ogromny wpływ na jej życie. Ona pamięta. I zdecydowanie nie zamierza udawać, że nic się nie wydarzyło. Zatrudnienie w jego domu wygląda więc jak idealna okazja do zemsty.
To właśnie zestawienie dwóch skrajnie różnych charakterów jest najmocniejszym elementem powieści. Dexter ceni porządek, Waverly wnosi chaos. On próbuje zachować kontrolę, ona potrafi z ogromną satysfakcją wyprowadzić go z równowagi. Oboje są inteligentni, uparci i niezbyt chętni do ustępowania drugiej stronie. Dzięki temu zamiast przesłodzonego romansu dostajemy serię starć, docinków i prowokacji, zza których stopniowo zaczyna przebijać coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż wzajemna niechęć.
Oczywiście łatwo przewidzieć, w jakim kierunku zacznie zmierzać ta relacja. „Niania z piekła rodem” nie próbuje przecież ukrywać, że jest romansem. Siła tej historii nie polega jednak na pytaniu, czy między bohaterami pojawi się uczucie, ale na obserwowaniu, w jaki sposób runą kolejne mury, które sami wokół siebie zbudowali.
Na uwagę zasługuje także wątek Dextera jako świeżo upieczonego ojca. Pojawienie się dziecka nie jest jedynie wygodnym pretekstem do sprowadzenia atrakcyjnej niani pod dach atrakcyjnego milionera. Ojcostwo zmusza bohatera do przewartościowania życia i pokazuje jego miękką stronę. To właśnie sceny związane z małą Zoe skutecznie przełamują jego początkowy wizerunek chłodnego biznesmena.
Waverly również okazuje się ciekawsza, niż sugerowałaby sama rola „mściwej niani”. Za ekscentrycznym wyglądem, temperamentem i ostrym językiem kryje się kobieta mocno doświadczona przez życie, lojalna wobec bliskich i zdolna do ogromnej troski. Jej zemsta z czasem zaczyna więc zderzać się z niewygodnym pytaniem: czy Dexter rzeczywiście jest potworem, którego stworzyła w swojej pamięci?
Karina Majsterek nie oszczędza bohaterom emocji. Jest lekko i zabawnie, ale pojawiają się również trudniejsze doświadczenia, rodzinne problemy, poczucie krzywdy, odpowiedzialność i konieczność zmierzenia się z konsekwencjami dawnych decyzji. Do tego dochodzi wyraźne napięcie erotyczne i sceny dla dorosłych, dlatego nie jest to niewinna opowieść o sympatycznej niani i zagubionym tacie.
Największą zaletą książki wydaje się jej tempo. Powieść liczy blisko 500 stron, a mimo to wydarzenia i dialogi sprawiają, że historia nie sprawia wrażenia nadmiernie rozciągniętej. Akcja przyspiesza szczególnie w końcowych partiach, gdzie autorka dorzuca kolejne konflikty, tajemnice i zwroty wydarzeń.
Nie wszystko jest jednak równie mocne. Nagromadzenie dramatów pod koniec może dla części czytelników okazać się zbyt duże, a niektóre wydarzenia z przeszłości, kluczowe dla motywacji bohaterów, aż proszą się o dokładniejsze rozwinięcie. To właśnie jeden z nielicznych zarzutów pojawiających się także w opiniach odbiorców – pewne kwestie zostają potraktowane bardziej powierzchownie, niż pozwalałby na to ich ciężar dla całej historii.
Nie zmienia to faktu, że „Niania z piekła rodem” bardzo sprawnie realizuje to, co obiecuje. Ma bawić, rozpalać emocje i sprawić, że czytelnik będzie chciał przeczytać jeszcze jeden rozdział. Nie rewolucjonizuje gatunku, ale umiejętnie wykorzystuje popularne romantyczne schematy i daje im wystarczająco dużo charakteru, by historia Waverly i Dextera nie zginęła wśród dziesiątek podobnych opowieści.
To propozycja przede wszystkim dla osób lubiących enemies to lovers, slow burn, motyw samotnego ojca, bohaterki z ciętym językiem oraz romanse, w których droga od „nie cierpię cię” do zupełnie innych uczuć jest długa, burzliwa i pełna komplikacji.
„Niania z piekła rodem” udowadnia przy tym jedno: zemsta może smakować wyjątkowo dobrze – dopóki nie okaże się, że człowiek, którego chcieliśmy ukarać, zaczyna znaczyć dla nas zdecydowanie zbyt wiele.
PMP
Karina Majsterek, „Niania z piekła rodem”, Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze