Michael J. Fox to aktor znany w Polsce głównie ze świetnej roli w trylogii Roberta Zemeckisa „Powrót do przyszłości”, która w lekki i przyjemny sposób opowiadała o tragicznych skutkach ingerencji w przeszłość. Michael J. Fox jako Marty McFly czaruje na ekranie i chyba nikt w tamtym momencie, nawet on sam, nie domyśliłby się, że wkrótce jego największym przeciwnikiem życiowym stanie się jego ciało. Choroba Parkinsona zaatakowała znienacka, burząc plany i przewartościowując życiowe cele, a potem znów stało się coś nieoczekiwanego. Guz na rdzeniu kręgowym wykreował nowego groźnego przeciwnika, który chciał zabrać resztki sprawności. Tytuł „Nie ma jak przyszłość” jest przewrotny, ale właśnie na tym koncentruje się nasz bohater – na tym co będzie mu dane jeszcze przeżyć.
„Nie ma jak przyszłość” nie jest typową autobiografią. Książka skupia się głównie na życiu z chorobą i kolejnych etapach po diagnozie. Przechodzimy więc wspólnie przez stadium ignorowania, zaprzeczania, dochodząc do buntu, akceptacji i koegzystencji. Rodzina to fundament, na którym Fox buduje swoją przyszłość, a ta zdaje egzamin za każdym razem, gdy zdrowie sypie się jak domek z kart. Michael J. Fox nie użala się nad sobą, a przynajmniej nie robi tego zbyt często. Jego orężem w tej nierównej walce jest również poczucie humoru podszyte dużą dozą autoironii.
Uczestników przemysłu rozrywkowego często stawiamy na piedestale, uważając ich za niezłomnych bohaterów, których jedynym problemem jest uciążliwa popularność i zbyt zasobny portfel, który często popycha ich w stronę nałogu. Michael J. Fox burzy ten mit. Choroba nie wybiera i w jej obliczu nie liczy się ani popularność, ani oszałamiający majątek. Gwiazdor opowiadając o sobie, o swoich małych sukcesach i porażkach mimowolnie staje się mentorem dla wszystkich dotkniętych parkinsonizmem. Na szczęście robi to w tak naturalny sposób, że nie odbiera się tej książki jako zbioru banalnych, sztampowych sloganów typowych dla coachingu.
Książka „Nie ma jak przyszłość” mimo wielu dołujących momentów jest przesiąknięta optymizmem. Szczególnie mocno dobra energia emanuje z anegdot z pola golfowego, podróży do Bhutanu, czy przygody z safari w roli głównej. A i z pobytu w szpitalu, czy planu filmowego Michael J. Fox potrafi wyciągnąć to, co pozytywne. Dzięki niemu lepiej zrozumiałam chorobę Parkinsona, która dotychczas kojarzyła mi się głównie z drżeniem dłoni i częstymi upadkami. Nie miałam pojęcia o problemach z zapamiętywaniem, a nawet mówieniem. Michael J. Fox nie będzie już dla mnie jedynie gwiazdą „Ofiar wojny” , czy serialu „Spin City”, ale inspiracją w codziennym życiu. Trzymam kciuki za jego fundację, która zajmuje się badaniami nad chorobą Parkinsona, a was zachęcam do tej nieoczywistej, mało hollywoodzkiej lektury, gdzie swoje 5 minut ma również Keith Richards.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Michael J. Fox, "Nie ma jak przyszłość", Kraków, Wydawnictwo Insignis, 2022
Komentarze