„Nie ta córka” - recenzja

Recenzja książki „Nie ta córka”.
Historia dwóch sióstr, zaginięcia sprzed lat i rodzinnych tajemnic, które wciąż domagają się głosu. Thriller, w którym przeszłość splata się z teraźniejszością, a każdy detal może zmienić sposób, w jaki widzimy tę opowieść.

Caitlin i Olivia zawsze były nierozłączne – siostry, przyjaciółki, dwie połówki tego samego chaosu. Do dnia, w którym jedna z nich zniknęła. Tamtej nocy Caitlin obudziły ledwie słyszalne kroki, a za drzwiami zobaczyła Olivię prowadzoną przez kogoś w masce. Jeden gest nakazujący ciszę i siostra rozpłynęła się w ciemności.

Lata później Olivia wraca. Rodzina chce wierzyć, że to cud, że koszmar wreszcie ma swój finał. Ale Caitlin czuje, że coś tu nie gra. W opowieściach „siostry” pojawiają się pęknięcia, drobiazgi, które nie pasują. Przeczucie narasta: czy ta kobieta naprawdę jest Olivią? I co się stanie, jeśli wszyscy zaufają niewłaściwej osobie?

To mogło być naprawdę mocne uderzenie, thriller psychologiczny, który wchodzi pod skórę i zostaje tam na długo. Potencjał był i to spory. Tylko… coś tu nie do końca kliknęło. Przez większą część książki fabuła płynie dość leniwie i nie jest jasne, co łączy obie bohaterki. Dopiero na ostatnich stronach wszystko wskakuje na swoje miejsce, jednak punkt kulminacyjny został okraszony dużym chaosem i wieloma nieścisłościami, a momentami czuć było, że konstrukcja jest trochę na siłę.

To jedna z tych historii, które czyta się szybko, bo cały czas czujesz, że za następnym rozdziałem może wydarzyć się coś, co nagle wszystko przewartościowuje. Faktycznie emocji tu nie brakuje. Momentami miałam ochotę zatrzymać się i wrócić do wcześniejszych scen, żeby sprawdzić, czy coś mi nie umknęło. To zdecydowanie książka, która skłania do analizowania postaci i ich motywacji, nawet jeśli nie wszystkie rozwiązania fabularne mnie przekonały.

Przez większość lektury śledzimy głównie Caitlin i nie jest trudno nadążyć za fabułą, zaś finał to nagle jazda bez trzymanki — zmieniający się motyw, zwrot za zwrotem, jakby autorka bardzo chciała zagwarantować czytelnikowi wielkie emocje. Właśnie przez to całość wyszła mocno naciągana, ale można znaleźć tu trochę fajnych smaczków, szczegółów rzuconych dla czytelnika, które mają na celu nieco go zmylić, sprawiając, że wydaje nam się, że wiemy, kim jest zaginiona siostra, jednak okazuje się, że autorka wyprowadza nas w pole. Czy faktycznie był to zabieg korzystny dla całej fabuły? Moim zdaniem nie.

Na plus część poświęcona dynamice rodziny po zaginięciu Olivii. Tam wszystko brzmi prawdziwie. To uczucie bycia niewystarczającą, ciągłe balansowanie między lojalnością a chęcią przeżycia dorosłości na własny sposób. Ból Caitlin był naprawdę odczuwalny. 

To historia z potencjałem, tylko nie w pełni dowieziona. Gdyby dopracować historię i rozłożyć akcję inaczej, mogłoby być naprawdę mocno. Jest jednak w niej coś, co nakazuje się zatrzymać: emocjonalne napięcie między bohaterkami, cień tajemnicy i właśnie dlatego trudno przejść obok niej całkiem obojętnie.

Joanna Adamski

Dandy Smith, „Nie ta córka”, Czwarta Strona, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat