„Nie całkiem białe Boże Narodzenie” – recenzja

Recenzja książki „Nie całkiem białe Boże Narodzenie”
Kryminał na miarę mistrzyni Agathy Christie czy świąteczna klapa?

Małgorzata Knedler to autorka, która nie zamyka się w jednym gatunku literackim – na swoim koncie ma powieści zarówno obyczajowe, historyczne, jak i kryminalne. Przy „Nie całkiem białym Bożym Narodzeniu” w posłowie sama przyznaje się do swojego rodzaju zabawy gatunkiem i wychodzi jej to całkiem dobrze. Znajdujemy tutaj również wiele nawiązań do mistrzyni klasycznego kryminału Agathy Christie, a książka utrzymana jest w stylistyce znanej nam z jej książek.

W urokliwym pensjonacie, gdzieś daleko od zgiełku miasta, święta postanawia spędzić kilkoro, bardzo przypadkowo dobranych gości. Każdy z nich postanowił uciec na chwilę od swojego życia czy męczących go spraw. Wśród świątecznych gości pensjonatu Mścigniew znaleźli się: ojciec z synem z trudem znoszącym śmierć żony i matki, młoda kobieta godząca się z porażką po przegranym talent show, samotny polonista, młode małżeństwo i pozornie nie wyróżniające się niczym dwie dojrzałe kobiety. Do tego dochodzi właściciel pensjonatu ukrywający prawdziwą chorobę żony, młoda pielęgniarka i para przyjaciół z dawnych lat – policjant i prywatny detektyw. Ten zwariowany dobór postaci dopełnia Niemiec, który zginął w podejrzanych okolicznościach. I tu rozpoczyna się „zabawa”.

„Nie całkiem białe Boże Narodzenie” to lekki kryminał, klasyczny i poprawny. Zgrabna narracja, dowcipne dialogi i brak luk w fabule zdecydowanie nadają całej lekturze pozytywnego wydźwięku. Nie jest to trzymający w napięciu thriller, zwroty akcji nie są spektakularne czy zaskakujące, ale mimo to całość porządnie trzyma się przyzwoitego poziomu. Na szczególne wyróżnienie zasługują postacie, które choć są nieco trywialne, to jednak wzbudzają sympatię i zapadają w pamięć, a historia większości z nich jest ciekawa. Skrzętnie ukrywane, często dość wstydliwe sekrety mimo niezadowolenia bohaterów wychodzą na jaw wraz z rozwojem śledztwa przeprowadzonego przez detektywa Romanowskiego i prywatnego detektywa Suzina. Nieco przypadkowo dołącza do nich Olga, spostrzegawcza młoda dziewczyna, która miała pecha tak dużego, że to właśnie ona napatoczyła się na trupa i to nie jednego. Razem tworzą całkiem zabawne trio, co więcej – bardzo skuteczne.

Mimo iż książkę Magdaleny Knedler czytało mi się całkiem przyjemnie, to kilka kwestii wypadło w niej słabo, przynajmniej w mojej opinii. Cała fabuła toczy się dość leniwym tempem, by nie powiedzieć, że jest nudna, a samemu rozwiązaniu zagadki poświęcono dość mało czasu. Zabrakło mi chociaż odrobiny akcji, same końcowe przesłuchania i rozwiązanie zagadki autorka potraktowała dość „po łebkach”, by wcześniej dość obszernie opisywać epizody nie mające większego znaczenia dla fabuły. Również samo zakończenie niezbyt mi się spodobało - wydało się nieco naciągane, zbrodnia – niepotrzebna. Chyba spodziewałam się po prostu bardziej intrygującego rozwiązania zagadki.

Kryminał „Nie całkiem białe Boże Narodzenie” być może nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia, ale nie mogę powiedzieć, że to był stracony czas. Duży plus za interesujących bohaterów wzbudzających sympatię, za pokazanie, iż każdy człowiek skrywa swoją drugą twarz. To prosta, niewymagająca wiele uwagi, ale na pewno przyjemna lektura.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Magdalena Knedler, „Nie całkiem białe Boże Narodzenie”, Novae Res, Gdynia, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat