„Nie dajesz mi spać” – recenzja

Recenzja książki „Nie dajesz mi spać”.
Są dni, kiedy wracając z pracy, jedyne o czym marzysz, to niezakłócony sen. Są jednak noce, kiedy nie masz wpływu na to, co dzieje się za ścianą. A odgłosy zza niej dochodzące… nie dają ci spać.

Są dni, kiedy twoim jedynym towarzyszem jest kot oraz owe odgłosy zza ściany, które jednoznacznie wskazują na to, że ich nadawcy są osobami spełnionymi seksualnie, i są chwile, kiedy masz tego serdecznie dosyć, szczególnie gdy sytuacja powtarza się dzień w dzień.

Taką bezsenność zafundował bohaterce książki tajemniczy sąsiad zza ściany (wraz ze swoimi partnerkami). Caroline, dwudziestosześcioletnia projektantka wnętrz z San Francisco, właśnie wprowadziła się do nowego mieszkania. Którejś nocy daje za wygraną i postanawia skonfrontować się twarzą w twarz z przyczyną jej bezsenności – sąsiadem Simonem. W duchu już go znienawidziła, jednak jednocześnie intrygował ją… Co takiego musi mieć w sobie facet, że ma swój osobisty harem? Dobijanie się do drzwi sąsiada kończy się zawarciem pokoju, i właściwie historia mogłaby się tu kończyć – Simon ma uprawiać seks nieco ciszej, dzięki czemu sen Caroline za ścianą nie będzie zakłócony. Gdzieżby znowu! Tu dopiero następuje powolny zwrot akcji.

Fabuła książki nie jest zbyt wymyślna, a bohaterowie wcale nie są wyjątkowi, mimo to „Nie dajesz mi spać” może być dobrą rozrywką na popołudnie. Jak to w życiu bywa, kto się czubi, ten się lubi, a poza tym okładka i tytuł powieści są na tyle sugestywne, że od początku wiadomo, jak mniej więcej potoczą się losy Caroline i Simona. Narratorką jest Caroline, jednak autorka zdecydowała się na kilkukrotne odbiegnięcie od pierwszoosobowej narracji, wprowadzając przerywniki w postaci sms’ów wymienianych między bohaterami, oraz epilogu, którego narratorem jest… nie powiem kto, ale na pewno bardzo się zaskoczycie!

Książka Alice Clayton jest przepełniona erotyzmem, i rzeczywiście chyba sceny seksu są w niej najważniejsze. Między nimi sporo miejsca poświęcone jest na osobiste zwierzenia Caroline, co pozwala czytelnikowi poczuć, że między bohaterami rodzi się prawdziwe uczucie, a nie tylko chwilowa namiętna fascynacja. Dobrze, że autorka potrafiła to wypośrodkować. Plusem tej amerykańskiej, mało znanej w Polsce pisarki jest też spora doza poczucia humoru i nieskrępowanie.

W tej książce (jak i w wielu innych amerykańskich powieściach) uderzyła mnie niedostępność przedstawionego świata dla zwykłego, polskiego, dwudziestokilkoletniego zjadacza chleba. W San Francisco wszyscy są młodzi, piękni i bogaci, podróżują, kąpią się w jacuzzi, dobierają partnerów pod względem atrakcyjności fizycznej i uprawiają z nimi namiętny seks. Może dlatego ta podsycona erotyzmem historia wydała mi się jakaś daleka i odrealniona, idealna właśnie na czytelnicze, popołudniowe odpłynięcie.

Stan zakochania opisywało już wielu pisarzy. Alice Clayton również w „Nie dajesz mi spać” użyła słów, które prosto i trafnie oddają to, co czuje zakochana kobieta: „Był wszystkim, o  czym marzyłam. Miałam wrażenie, że serce wyskoczy mi z piersi, żeby tylko być z nim bliżej, żeby go kochać”. Mnie zrobiło się ciepło na sercu… Dlatego polecam „Nie dajesz mi spać” na jakieś popołudnie bądź wieczór. Niech ta historia nie da wam spać!

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@dlalejdis.pl)

Alice Clayton, „Nie dajesz mi spać”, Bielsko-Biała, Pascal 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat