(Nie)doskonały świat Anny Kańtoch

Recenzja książki „Przedksiężycowi”.
„Przedksiężycowi” to kawałek naprawdę dobrej literatury.

W pierwszym tomie autorka wprowadza nas w wykreowany przez siebie świat. Poznajemy Lunapolis – miasto-mechanizm, w którym technika przeplata się ze sztuką i zachwycamy się niezwykłym kunsztem, z jakim te pozornie sprzeczne dziedziny zostały połączone. Tu duszoinżynierowie pracujący dla dwóch największych korporacji, Ekwilibrium i Principium, prześcigają się w projektowaniu ludzi idealnych. Każdy, kto ma odpowiednią ilość pieniędzy, może zamówić specjalną mieszankę najlepszych genów dla przyszłego potomka lub „dodać” sobie nieco więcej talentu w wybranej dziedzinie – wybór jest olbrzymi, a jedyne ograniczenie stanowią posiadane fundusze.

Owo desperackie dążenie do perfekcji jest umotywowane koniecznością walki o przetrwanie. Tajemniczy Przedksiężycowi, będący czymś w rodzaju bogów, wykorzystując pośredników stawiają sprawę jasno: do Przebudzenia, czyli stanu szczęścia ostatecznego, dotrwają tylko ci, którzy uznani zostaną za najdoskonalszych. Obywatele Lunapolis przesiewani są podczas Skoków – kiedy to świat wraz z ludźmi najbardziej odpowiadającymi gustom Przedksiężycowych przesuwa się o kilka lat do przodu, w przeszłości zostawiając tych niewystarczająco dobrych. Tak naprawdę nikt nie wie, jakie cechy gwarantują przetrwanie Skoku, bowiem wymagania co do ideału nie są sprecyzowane i zdarza się tak, że poszczęściło się osobie przeciętnej, podczas gdy prawdziwy genetyczny majstersztyk został w odrzuconym świecie. Ludzie żyją w strachu, ze świadomością, że każdy nadchodzący Skok może być ich ostatnim.

Dwójce głównych bohaterów Anny Kańtoch, Finnenowi i Kairze,  udało się przetrwać. On – po trochu malarz, poeta, artysta, nie przejawia wybitnych talentów w żadnej w dziedzin. Ona – najbardziej „zwykła” z gromadki dzieci jednego z bogatszych obywateli, również nie wyróżnia się niczym szczególnym. W dziewczynie budzą się wyrzuty sumienia, ponieważ lepsi od niej zostali zepchnięci na niższy poziom świata, w którym panują głód, nędza, wszechobecny rozkład i gdzie o przeżyciu kilku dodatkowych dni decydują umiejętności wyprzedzenia reszty w bezpardonowej walce. Kaira, z pomocą Finnena i kilku innych osób postanawia sprzeciwić się bezwzględnemu systemowi skazującemu ludzi na śmierć w ruinach odrzucanych rzeczywistości.

Anna Kańtoch umie zaciekawić. Chciałoby się od razu poznać zakończenie trylogii i przekonać się, czy bohaterom udało się zrealizować ich plan. W pierwszym tomie „Przedksiężycowych” nad akcją przeważają opisy – autorka roztacza przed nami wizję pięknego świata, który tak naprawdę chyli się ku upadkowi. Pozorne dążenie do ideału zwiastuje nadejście rozkładu, który zaczyna się w odrzuconych poziomach, ale stopniowo pnie się ku górze, niosąc ze sobą śmierć i zniszczenie. „Przedksiężycowi” to lektura jak najbardziej warta polecenia. Wzbudza zainteresowanie już od pierwszych stron.

Agnieszka Piktel
(agnieszka.piktel@dlalejdis.pl)

Anna Kańtoch, „Przedksiężycowi” tom I,  Powergraph, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat