„Córka Magdy” to kolejna powieść, która wpisuje się w ramy kobiecej lektury wakacyjnej. Co prawda, bez dominującego wątku miłosno-romansowego, za to jednak z podróżą, tajemnicą do rozwiązania i poszukiwaniem własnych korzeni. A to wszystko w kontekście historii kobiet, o których można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że los był dla nich łaskawy.
A jednak po przeczytaniu książki Catrin Collier, nie odczułam spodziewanej satysfakcji po przyjemnym spędzeniu czasu nad lekturą. Choć, muszę przyznać, że pomysł autorki na fabułę mnie zainteresował. Oto młoda dziewczyna, Helena, niespodziewanie traci matkę. Wiedziona pewnym niejasnym przeczuciem decyduje się na pochowanie matki przy jej zmarłym przed laty na wojnie mężu. Problem jednak polega na tym, że akcja książki rozgrywa się w latach 60., a ojciec Heleny pochowany jest w Polsce, komunistycznej Polsce. Mimo przestróg najbliższych przyjaciół, Helena wraz z narzeczonym wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż do kraju bezprawia i zasad rodem ze średniowiecza, do Polski.
Wcale nie przesadzam. To był właśnie ten irytujący aspekt w „Córce Magdy”. Catrin Collier osadziła swoją opowieść w scenerii, której nie znała i o której wiedziała niewiele. Być może Polskę w „Córce Magdy” należało potraktować jak fikcję literacką, ale raz rozbudzonego oburzenia, nie potrafiłam już poskromić. I tak ze zdziwieniem i narastającą irytacją, czytałam o tym, że w Polsce znalezienie księdza graniczy niemal z cudem, bo wszyscy w popłochu się ukryli, o warunkach panujących w stolicy, o Polakach…. Po pewnym czasie zaczęła mnie także drażnić główna bohaterka, Helena. Jak na fakt, że została wychowana w Walii przez Polkę, w duchu polskiej tradycji i kultury, niektóre jej pytania i komentarze wołały wręcz o pomstę do nieba.
Byłabym zapewne niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o tym, że w „Córce Magdy” poruszane są także kwestie istotne. Trudne wybory w powojennym świecie, życie z dala od stron rodzinnych, cierpienie po stracie najbliższych i wielka siła matczynej miłości to z całą pewnością wątki, które sprawiają, że po książkę Catrin Collier można sięgnąć. Ta książka to także pewien hołd (choć bez peanów pochwalnych, „achów” i „ochów”) złożony kobiecej sile i woli przetrwania.
Kilku wątków w „Córce Magdy” nie zrozumiałam – nie wiem po co autorka na siłę, moim zdaniem, wzbogacała fabułę książki (na przykład o zaskakujące skądinąd uczucia Józefa, wiejskiego nauczyciela). Tym bardziej, że te wątki były z reguły traktowane pobieżnie i odciągały uwagę od głównej historii.
Polecenie tej książki byłoby chyba dużym nadużyciem z mojej strony. Zaproponować ją mogę więc tym, których dopadnie wakacyjna nuda, a w pobliżu zabraknie atrakcyjniejszej lektury. Przeczytanie „Córki Magdy” nie będzie czasem zmarnowanym, ale wątpię czy w 100% spełni oczekiwania, jakie pokłada się w wakacyjnej lekturze.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Catrin Collier, „Córka Magdy”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze