„Nie pozwolisz żyć czarownicy” – recenzja

Recenzja książki „Nie pozwolisz żyć czarownicy”.
Procesy czarownic, tortury, palenie kobiet na stosie. Aż trudno uwierzyć, że takie rzeczy mogły mieć miejsce w Polsce.

Tomasz Kowalski z zawodu jest prawnikiem. Należy do pisarzy nieuciekających przed trudnymi i bolesnymi tematami. Często w jego twórczości pojawia się motyw oswajania śmierci przez uśmiech.

W połowie lutego bieżącego roku ukazała się jego najnowsza książka zatytułowana „Nie pozwolisz żyć czarownicy”. Czytając okładkową informację odnośnie tej książki spodziewałam się naprawdę ciekawej powieści i szczerze mówiąc, wcale się nie myliłam. Być może jest to zasługa przeprowadzonych przez autora badań nad pewnym artykułem z 1835 roku o skazaniu na czary kilku kobiet w małej polskiej wsi.

Autor na kartach „Nie pozwolisz żyć czarownicy” przenosi nas do XVIII - wiecznej Polski, do wsi Doruchów. Poznajemy kilku mieszkańców wsi, chodź w powieści przewijają się i takie postacie jak król Stanisław August Poniatowski. Doruchów zdaje się nie być jakimś specjalnym miejscem na mapie kraju. Wszystkim zarządza dziedzic mający przy boku swoich podwładnych. Za sprawą naprawdę dość błahego zbiegu okoliczności pomieszanego z wiarą w gusła, zabobony i czary, z lekkim podszeptem zazdrości dziedzic zamierza zaprowadzić spokój we wsi. A jedynym według niego sposobem na to jest ukaranie czternastu ciot (tak wtedy mówiono na czarownice). Wytypowane przez niego i kilka innych osób kobiety i dziewczęta w ich mniemaniu miały się parać czarami. O „winie” złapanych i sądzonych niewiast świadczyły m.in. wyjątkowo urodziwe gruszki w ogrodzie, kołtun na głowie Pani dworu czy przyjęcie chrztu w kościele katolickim.

Jedyną osobą, której wszystkie oskarżenia wydają się być grubymi nićmi szyte, jest ksiądz. Postanawia on pojechać do samego króla, do Warszawy, by opowiedzieć mu o chorych działaniach dziedzica i uratować kobiety. Czy mu się uda?

„Nie pozwolisz żyć czarownicy” jest naprawdę ciekawą powieścią. Autor dokładnie nakreśla czasy, w których osadził akcję książki. Pozwala nam wczuć się w nią, pisząc dawną polszczyzną, którą posługują się wszyscy bohaterowie. Kowalski pokazał jak zazdrość i czysta ludzka złość podsycić mogą zabobony. Jak to, że dziedzic uważany za mądrego i światłą (tylko dlatego, że był dziedzicem) doprowadził do tego, że nikomu niezawinione kobiety zostały oskarżone o bycie czarownicami. Powieść jest na wskroś przerażająca, bo jej bohaterowie bardzo łatwo przeszli z normalnych ludzi do piejących złością oskarżycieli najbliższych im kobiet czy sąsiadek. Nagle już nikt w kobietach nie widział nic dobrego, a każda drobna sprawa mogła przesądzić o tym, kto znajdzie się na wozie, który ze wsi wywoził je do miejsca tortur.

Czy to, co rzekomo wydarzyło się w Doruchowie, miało miejsce naprawdę, pewnie się nie dowiemy. Jedno jest pewne. „Nie pozwolisz żyć czarownicy” odzwierciedla to jak i dlaczego ze zwykłych kobiet zrobiono czarownice oraz podkreśleniem, że nie było w to zaangażowane nic związanego z mocami piekielnymi.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Tomasz Kowalski, „Nie pozwolisz żyć czarownicy”, Wydawnictwo MG, 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat