?Najwyższa pora, by ściągnąć naszych przodków z portretów i piedestałów. Pozwolić czytelnikowi zajrzeć poza złote ramy obrazu, tak by mógł zobaczyć to, co malarze za wszelką cenę starali się ukryć? ? wyznała Agnieszka Lisak we wstępie swojej książki ?Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku?. Nie rzuciła słów na wiatr. Z niezwykłą wręcz drobiazgowością, przy ogromnym nakładzie pracy, odtworzyła egzystencję XIX-wiecznego społeczeństwa, obnażając przed czytelnikami prawdziwe oblicza panien z tak zwanych dobrych domów, dżentelmenów, no i oczywiście prostytutek.
Piękna, porcelanowa laleczka
W XIX wieku kobieta stanowiła jedynie piękny przedmiot pożądania. Nie potrzebowała rozumu ani wykształcenia. Dominował bowiem pogląd, że: ?uczona kobieta rzadko uszczęśliwia męża?. Cała edukacja sprowadzała się do nauki ładnego pisania, szycia, gry na fortepianie, wiadomości praktycznych o wagach i miarach, naczyniach kuchennych itp. ?Kobieta miała brylować w towarzystwie cnotą, a nie intelektem?. Niewiasta miała nabyć tylko takie umiejętności, które pozwoliłyby na znalezienie męża, a następnie uczynienie go szczęśliwym. Życie kobiety nabierało sensu tylko wówczas, gdy kumulowało się wokół mężczyzny. Bez niego stanowiła bezwartościowy przedmiot. Nas ? niezależne kobiety XXI wieku, takie opisy bulwersują i oburzają. Należy jednak wracać pamięcią do tamtych odległych czasów, by uświadomić sobie drogę, jaką musiały przejść przedstawicielki płci pięknej, byśmy dzisiaj mogły cieszyć się wolnością.
Linia osy za wszelką cenę
Nie stanowi dziś dla nas tabu fakt, że niezwykle wąską talię osy nasze prababki i praprababki osiągały nie siłą woli, wyrzeczeń, diet i ćwiczeń, lecz za pomocą gorsetu. Ówczesne damy kojarzą nam się z kruchymi istotami, wątłymi, nieustannie mdlejącymi. Na pierwszy rzut oka, można je uznać za hipochondryczki i histeryczki. Prawda jednak kryła się pod sukiennymi krynolinami. Gorset XIX-wiecznej elegantki niepomiernie różnił się od współczesnej bielizny wyszczuplającej. Żartobliwie określany dzisiaj narzędziem tortur, w istocie swej spełniał taką właśnie funkcję. ?Sznurówki ściskały narządy wewnętrzne, powodując ich przemieszczenie, utrudniały oddychanie, zaburzały ?krążenie soków?, prowadziły do komplikacji przy porodzie?. Lekarze apelowali do kobiet o rozsądek, wskazując, że gorset nieodwracalnie deformuje ciało i prowadzi do wielu ciężkich chorób, a nawet śmierci. Damy jednak niezrażone medycznymi argumentami, zakuwały się w te pancerze, by podobać się mężczyznom. No cóż, dwa wieki później, my przedstawicielki płci pięknej dla ?urody? potrafimy na przykład zagłodzić się na śmierć lub przekształcić we własne karykatury po kilkudziesięciu operacjach plastycznych.
Jeśli nie chcesz mojej zguby, rychło poślub mnie o luby!
Jedyny cel życiowy ówczesnej młodej dziewczyny stanowiło znalezienie męża. Charakter, zainteresowania, poglądy potencjalnego kandydata do ręki panny na wydaniu nie miały znaczenia. Kryterium doboru stanowiła pozycja, status społeczny, no i oczywiście pieniądze.?Wnikliwiej badano osobowość służącej niż przyszłego męża?. Nie można zresztą winić tej niedoświadczonej, nieznającej życia i mężczyzn kobiety, że najbardziej w świecie pragnęła małżeństwa. Chowana pod kloszem przez zapobiegliwych rodziców, była osobą całkowicie ubezwłasnowolnioną. Nie mogła nigdzie wyjść bez przyzwoitki, z nikim rozmawiać o istotnych sprawach, a już z całą pewnością nie z przedstawicielem płci przeciwnej. Pozostawało jej, bez względu na rzeczywisty poziom inteligencji, perorować o pogodzie i tego typu błahych sprawach, przybierać wyćwiczone wcześniej pozy i głupie minki, dbając, by nie zdradzić się z ukrytym pod sutymi krynolinami temperamentem, bowiem ?ją Bóg do ulegania i posłuszeństwa przeznaczył?. Gdyby przyszło jej do głowy zapomnieć o pokorze, od razu zawisłaby nad nią groźba staropanieństwa. A niczego bardziej nie bały się wówczas kobiety, niż zostania tzw. starą panną. Choć i dwa wieki później, problem ten nie zniknął całkowicie. Mimo że oficjalnie mówimy o singlach i singielkach, to jednak ?stara panna i wariatka? ? jak to ?zręcznie? ujęła Bridget Jones, wciąż wzbudza przerażenie w niektórych kręgach.
Kokoty i dżentelmeni
XIX wiek hołdował myśli świętego Augustyna: ?zniesiecie publiczne kobiety, to wprowadzicie bezwstyd powszechny?. Przedstawicielki płci pięknej dzieliły się w zasadzie na dwie kategorie: ?uczciwe? i prostytutki. Właściwie to oba te kobiece typy uzupełniały się i musiały istnieć w idealnej symbiozie ? dla dobra mężczyzn. Zaskakuje nas panująca wówczas dewocja i zakłamanie. Zmuszając z jednej strony przedstawicielki płci pięknej do całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej, bez zahamowań wykorzystywano wszystkie pozostałe, niemające ?dobrego urodzenia? i posagu. Każda z nich na takim niesprawiedliwym podziale traciła. Seks ani jednej, ani drugiej, poza nielicznymi wyjątkami, nie kojarzył się z rozkoszą i przyjemnością, ale jedynie obowiązkiem, wykonywanym czy to z małżeńskiej powinności, czy materialnej potrzeby.
Walka o godność, czyli emancypacja
Z zaskoczeniem przeczytałam w książce Agnieszki Lisak, że emancypacja zrodziła się nie tylko z dążenia kobiet do osiągnięcia wolności i godności, ale także z przesłanek społeczno-gospodarczych. Represyjna polityka zaborców i uwłaszczenie chłopów doprowadziło licznych przedstawicieli szlachty do bankructwa. Wiele rodzin musiało emigrować do miast w poszukiwaniu pracy. Niewiasta nie mogła pozwolić sobie na odgrywanie rólki słabej, nieporadnej istoty, bo umarłaby z głodu, ona i jej rodzina. ?By przeżyć musiały się zacząć emancypować, czyli po prostu usamodzielniać?. To właśnie te trudne, siermiężne czasy zrodziły tak niezwykłe kobiety, jak Maria Skłodowska-Curie. Tym bardziej zasadną wydaje się maksyma: ?to co kosztuje, stanowi wartość?.
?Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku? to ciekawa, wyczerpująca analiza typowych przedstawicieli XIX-wiecznego społeczeństwa, z ich wadami i zaletami, odbieranymi przez nas w większości jako archaicznymi i zaściankowymi, choć niektórymi w dalszym ciągu aktualnymi. Agnieszka Lisak przedstawiła czytelnikowi dopracowany, pełny portret każdej z postaci składających się na ówczesny swoisty trójkąt: panny z dobrego domu (później już żony), dżentelmena i prostytutki. Autorka włożyła mnóstwo pracy i wysiłku, dzięki czemu otrzymaliśmy znakomitą i niezmiernie ciekawą książkę, wprowadzającą nas w arkana życia naszych przodków i praprzodków.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Agnieszka Lisak ?Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku?, Wydawnictwo Bellona S.A., Warszawa 2009
Komentarze