Jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat tego, co autorka zawarła w „Nie to za mało”, wielki mit amerykańskiego marzenia nabiera zupełnie innego wymiaru. W pewnym sensie zostało całkowicie spełnione (od sprzedawcy nieruchomości do prezydenta), bo Trump nie zaczynał jako pucybut, tylko jako dziedzic milionerów. Mimo różnych upadków i bankrucji kolejnych biznesów, metoda na pozyskiwanie kolejnych pieniędzy (od pewnego momentu) była bardzo prosta – Trump sprzedawał siebie jako markę, wynajmował lub wypożyczał swoje nazwisko, aby coś sprzedać. Można byłoby zapytać się, co w tym złego.
Sprawa nabiera nieco innego charakteru, gdy okazuje się, że prezydentura jednego z największych mocarstw na świecie jest w zasadzie tylko kolejnym rozszerzeniem marki Trump. Tym razem sprzedawanej, dosłownie, w nieco innych i niemniej elitarnych okolicznościach. Być może część wyborców myślała, że skoro taki wyga biznesu, w dodatku bogaty, dostanie się do Sentau, to pokażem „im” wszystkim, co tak naprawdę o nich myśli oraz rozgryzie lub przejrzy wszystkie machiny rządzące polityką. Tymczasem Trump postanowił wszystkie znane sobie triki po prostu zastosować na swoim nowym rynku zbytu, czyli w Waszyngtonie. Skala spraw czy wzajemnie powiązanych zdarzeń jest ogromna. Przykładowo chociażby na temacie wydobycia, zużycia, sprzedaży ropy widać jak skutecznie to zjawisko łączy się nie tylko z ceną produktów spożywczych, ale także konfliktami zbrojnymi oraz ambicjami koncernów (i to już przeróżnych).
Misja biznesowa jest tu w zasadzie nadrzędna, ponieważ biznes i zarabianie olbrzymich pieniędzy przez ogromne korporacje rządzi całym światem. Dbanie o klimat na całej Ziemii, skutki efektów cieplarnianych, choć udowonione naukowo, stają się tylko kolejnym punktem, o którym się nie mówi. Prawa mniejszości społecznych, imigranckich, wreszcie kobiet odchodzą do lamusa. Sztuką jest sprzedać co się da i zrobić to w jak najszybszym tempie, a przy okazji zareklamować swój biznes. Nawet jeśli będzie to w kontekście konfliktów zbrojnych. Oczywiście można powiedzieć, że to spiskowe teorie. Patrząc jednak również z perspektywy naszego kraju trudno zaprzeczyć wyzyskowi pracowników, niskim stawkom, cięciu kosztów ubezieczneń zdrowotnych i powszechności śmieciowych umów. Sytuacje, o których pisze Naomi Klein, nie dotyczą zatem tylko Stanów. To chyba nie jest Eden, o którym wielu z nas marzy.
„Nie to za mało” to świetnie napisana książka. Prezydentura Trumpa nie jest jedyną zaskakującą rzeczą w polityce światowej. Na pewno jest sporym cofnięciem się w zakresie wielu problemów społecznych, które udało się nagłośnić i nieraz rozwiązać w latach 90. Nie wzięła się oczywiście także z niczego tylko jest również efektem różnorodnych procesów zachodzących na całym świecie. Jaka jest rada autorki? Budujmy relacje i więzi międzyludzkie, lokalne, sąsiedzkie. Mówmy na głos, co chcemy zmienić i układajmy plany jak to zrobić. Niektóre fragmenty książki są, moim zdaniem, naprawdę przerażające lub co najmniej zaskakujące. Tak, można je po prostu ominąć ale według mnie pozostaje cały czas pytanie: w jakim świecie mają żyć nasze dzieci? Tzw. wielka polityka często nie obchodzi nas póki jej konsekwencje nie dotykają nas osobiście. Będąc bogatym można zapewnić sobie wiele przywilejów ale średnia klasa i niższa pozostanie bezradna. Dlatego warto szukać innych rozwiązań i tworzyć nowe społeczne struktury.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Naomi Klein „Nie to za mało” wydawnictwo Muza 2018
Komentarze