Tworząc lekkie i zabawne, ale niepozbawione ważnych treści, historie, idealnie wstrzeliła się w potrzeby współczesnych kobiet. Kobiet, które poszukują komedii romantycznych nie tylko na szklanym ekranie.
Dexter nie nadaje się na odpowiedzialnego wujka, o roli ojca nawet nie wspominając. Jego życie to seksowne kobiety, szybkie samochody i imprezy do białego rana. Słowem - wolność i brak jakichkolwiek zobowiązań. Nic więc dziwnego, że gdy umiera jego siostra, nawet przez myśl mu nie przechodzi, by zająć się jej maleńką osieroconą córeczką. Oczywiście nie zamierza całkiem zerwać z nią kontaktu, ale nie chce też brać na siebie odpowiedzialności za jej opiekę. Wszystko zmienia jedna ryba. Właściwie nie ryba, a kobieta - Molly. Dzięki niej, sławnej autorce komiksów, Dexter zaczyna wierzyć, że sobie poradzi. Porzuca dotychczasowe życie i osiada w Briarwood. Barwne. Osobliwe miejsce z niespotykanymi mieszkańcami wkrótce staje się dla Dexa nowym domem. Tylko czy naprawdę tak łatwo przyjdzie mu pożegnać stare przyzwyczajenia?
Fabuła powieści Jill Mansell nie brzmi może zbyt oryginalnie. Historia, w której bawidamek pod wpływem trudnej sytuacji życiowej zmienia swoją postawę, została już wykorzystana nie raz i nie dwa. Autorka posiada jednak niebywały talent, którego niejeden pisarz mógłby jej pozazdrości. Między wierszami owej historii wplata trafne, błyskotliwe spostrzeżenia i nadaje fabule drugie dno. „Nie traćmy ani chwili” nie jest tutaj wyjątkiem.
Jill Mansell wykreowała plejadę barwnych, osobliwych, a przez to bardziej sympatycznych i godnych zapamiętania bohaterów i każdego z nich obdarzyła jakąś historią. Ich życie nie obfituje może w dramatyczne sytuacje, ale niepozbawione jest jakichś trudności – niespełniona miłość, samotność, czy choćby poczucie niezrozumienia. Ukazując ich losy autorka pokazuje swoim czytelniczkom, że nie ma rzeczy, z którymi nie jesteśmy sobie w stanie poradzić i nigdy nie jest za późno, by szukać szczęścia.
Jill Mansell tworzy typową „literaturę kobiecą”. Jej powieść nie niesie ze sobą głębszych refleksji i nie zmienia życia czytelników, zdecydowanie może jednak przynieść im sporo radości. „Nie traćmy ani chwili” jest bowiem lekturą pełną uroku, od której bije optymizm i mnóstwo ciepła. Owo ciepło w połączeniu z ciekawą fabułą i dobrym warsztatem pisarskim, wyróżnia autorkę z grona innych przedstawicielek gatunku i składa się na jej sukces. „Nie traćmy ani chwili” to idealny lek na odgonienie smutku i zmartwień.
Karolina Suder
(karolina.suder@dlalejdis.pl)
Jill Mansell, „Nie traćmy ani chwili”, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2014
Komentarze