„Nie traćmy ani chwili” - recenzja

Recenzja książki „Nie traćmy ani chwili”.
Jill Mansell zaskarbiła już sobie sympatię polskich czytelniczek swoimi poprzednimi powieściami.

Tworząc lekkie i zabawne, ale niepozbawione ważnych treści, historie, idealnie wstrzeliła się w potrzeby współczesnych kobiet. Kobiet, które poszukują komedii romantycznych nie tylko na szklanym ekranie.

Dexter nie nadaje się na odpowiedzialnego wujka, o roli ojca nawet nie wspominając. Jego życie to seksowne kobiety, szybkie samochody i imprezy do białego rana. Słowem - wolność i brak jakichkolwiek zobowiązań. Nic więc dziwnego, że gdy umiera jego siostra, nawet przez myśl mu nie przechodzi, by zająć się jej maleńką osieroconą córeczką. Oczywiście nie zamierza całkiem zerwać z nią kontaktu, ale nie chce też brać na siebie odpowiedzialności za jej opiekę. Wszystko zmienia jedna ryba. Właściwie nie ryba, a kobieta - Molly. Dzięki niej, sławnej autorce komiksów, Dexter zaczyna wierzyć, że sobie poradzi. Porzuca dotychczasowe życie i osiada w Briarwood. Barwne. Osobliwe miejsce z niespotykanymi mieszkańcami wkrótce staje się dla Dexa nowym domem. Tylko czy naprawdę tak łatwo przyjdzie mu pożegnać stare przyzwyczajenia?

Fabuła powieści Jill Mansell nie brzmi może zbyt oryginalnie. Historia, w której bawidamek pod wpływem trudnej sytuacji życiowej zmienia swoją postawę, została już wykorzystana nie raz i nie dwa. Autorka posiada jednak niebywały talent, którego niejeden pisarz mógłby jej pozazdrości. Między wierszami owej historii wplata trafne, błyskotliwe spostrzeżenia i nadaje fabule drugie dno. „Nie traćmy ani chwili” nie jest tutaj wyjątkiem.

Jill Mansell wykreowała plejadę barwnych, osobliwych, a przez to bardziej sympatycznych i godnych zapamiętania bohaterów i każdego z nich obdarzyła jakąś historią. Ich życie nie obfituje może w dramatyczne sytuacje, ale niepozbawione jest jakichś trudności – niespełniona miłość, samotność, czy choćby poczucie niezrozumienia. Ukazując ich losy autorka pokazuje swoim czytelniczkom, że nie ma rzeczy, z którymi nie jesteśmy sobie w stanie poradzić i nigdy nie jest za późno, by szukać szczęścia.

Jill Mansell tworzy typową „literaturę kobiecą”. Jej powieść nie niesie ze sobą głębszych refleksji i nie zmienia życia czytelników, zdecydowanie może jednak przynieść im sporo radości. „Nie traćmy ani chwili” jest bowiem lekturą pełną uroku, od której bije optymizm i mnóstwo ciepła. Owo ciepło w połączeniu z ciekawą fabułą i dobrym warsztatem pisarskim, wyróżnia autorkę z grona innych przedstawicielek gatunku i składa się na jej sukces. „Nie traćmy ani chwili” to idealny lek na odgonienie smutku i zmartwień.

Karolina Suder
(karolina.suder@dlalejdis.pl)

Jill Mansell, „Nie traćmy ani chwili”, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat