„Nie zabija się czarnego kota”- recenzja

Recenzja książki „Nie zabija się czarnego kota”.
W wielu tradycjach czarny kot symbolizuje pecha. Zwłaszcza, jeśli przebiegnie nam drogę. Tym bardziej, jeżeli zostanie przejechany.

Bohater książki „Nie zabija się czarnego kota” Boni Wit dowie się, czy to prawda. Oraz czy pech może zmienić się w szczęście.

Akcja książki rozgrywa się w dwóch przestrzeniach. Pierwsza to Poznań, duże miasto pełne perspektyw, ruchliwe i gwarne. Druga to jego przeciwieństwo – Gałkowo, czyli mała wieś na Mazurach, w pobliżu Mrągowa, spokojna i cicha. Również bohaterowie książki są z pozoru swoimi przeciwieństwami. I tak poznajemy Piotra, młodego biznesmena, współwłaściciela tartaku, brylującego w towarzystwie, zwłaszcza młodych i pięknych kobiet. Bernadeta zaś, to artystka kochająca wieś, poświęcająca się swojemu choremu na mongolizm synkowi. I choć myślimy, że losy tych dwojga ludzi po przejściach nigdy nie powinny się skrzyżować, dzieje się zupełnie inaczej.

Stary drewniany dom staje się pretekstem do budowy przez autorkę opowieści o miłości. Piotr dostaje dom w spadku po swojej babci, która była sąsiadką Bernadety. Benia zostaje umieszczona w testamencie starszej kobiety jako jego wykonawca. Na początku bohaterowie nie przepadają za sobą, ponieważ ich plany związane z domem zupełnie się różnią. Mężczyzna przywiązany do swojego wygodnego życia w Poznaniu, chce pozbyć się działki jak najszybciej, przez co Beni wydaje się, że Piotr jest zwykłym snobem i egoistą. Ona, wielbicielka folkloru, chce bowiem stworzyć tam muzeum (marzyła o tym też starsza kobieta), co doprowadza Piotra do szału.

Ich losy jednak będą się przeplatać. Piotr niespodziewanie dowie się, że jest ojcem oraz sprzeda tartak. Bernadeta pozna czarującego dziennikarza oraz wywęszy spisek, mający na celu wykupienie całego Gałkowa przez niemieckich inwestorów. Powoli, krok po kroczku Piotr i Bernadeta zbliżają się do siebie, zaczynają dążyć do jednego, tego samego celu, zaprzyjaźniają się, a może nawet zakochują...

O tym, czy tych dwoje się spotka w połowie swoich dróg i czy połączy ich miłość jest książka „Nie zabija się czarnego kota”. To czarująca i ciepła opowieść o ludziach, którzy zbyt często myślą o tym, że już na zawsze pozostaną samotni. Nie bez znaczenia w książce są również opisy Gałkowa, jego spokoju i piękna. Bonia Wit, przedstawia wieś i Mazury jako sielską krainę, spokojną i piękną, nękaną od czasu do czasu mniejszymi lub większymi problemami. Gałkowo jest miejscem, gdzie należy przyhamować, tak jak w życiu.

A dlaczego nie zabija się czarnego kota? Ponieważ rzeczywiście przynosi pecha. Tylko, czy naprawdę wiemy, czym jest prawdziwe szczęście?

Dagmara Ferenc
(dagmara.ferenc@dlalejdis.pl)

Bonia Wit, „Nie zabija się czarnego kota”, Gdynia, Novae Res, 2014



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat