„Nie zabijaj mnie, kochanie” – recenzja

Recenzja książki „Nie zabijaj mnie, kochanie”.
Znasz już obyczajowe romanse Danki Braun? Jesteś fanem sagi o Orłowskich? Sprawdź, jak autorka poradziła sobie z kryminałem!

Pod koniec 2012 roku nakładem wydawnictwa Prozami na rynku literackim ukazała się powieść polskiej pisarki Danki Braun – „Historia pewnego związku” – będąca pierwszą częścią sagi o rodzinie Orłowskich. W następujących potem latach ukazały się kolejne tomy: „Historia pewnej niewierności” i „Historia pewnego narzeczeństwa”. Po nich autorka postanowiła odpocząć od opowieści z pogranicza obyczaju i romansu, chcąc się sprawdzić w nowej tematyce, mianowicie kryminalnej. Aby czytelnicy i wierni fani sagi nie byli zawiedzeni, na swoim fanpage’u FB obiecała, że w nowej powieści również pojawią się Orłowscy. Tym razem jednak nie ich losy miały stanowić główny wątek.

Po „Nie zabijaj mnie, kochanie” sięgnęłam tuż po przeczytaniu czwartego tomu sagi o Orłowskich, który ukazał się na początku roku 2016, w związku z czym zafundowałam sobie lekki spoiler – niestety na wstępie wiedziałam, kto się z kim zwiąże pod koniec. Ale to nic. Byłam ciekawa, jak Braun poradziła sobie z kryminałem, a także musiałam się przekonać, czy bardzo źle odebrana przeze mnie czwarta część rzeczywiście była wypadkiem przy pracy, czy może czytając poprzednie części kilka lat temu, byłam w stanie więcej autorce wybaczyć, a dziś wszystkie odebrałabym równie negatywnie.

Powieść – chciałabym napisać „nowa”, ale nowa jest ona wyłącznie dla mnie – została opatrzona okładką projektu Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz, w tym względzie nic się nie zmieniło. I bardzo dobrze, ponieważ okładki książek Braun zawsze są ładne i kobiece, od razu widać, do kogo zostały skierowane. Za korektę treści nie odpowiada jednak Justyna Jakubczyk, która w „Historii pewnej rozwiązłości” przeoczyła niewybaczalnie wiele błędów, ale Estera Sendecka. Swoją pracę wykonała zdecydowanie lepiej, choć nadal powieść zawiera sporo błędów, przede wszystkim stylistycznych (ktoś ma problem ze stawianiem przecinków, brakuje ich zwłaszcza przy literach „a” dzielących zdania). A ponieważ w kwestii czytania wychodzę z założenia, że książka musi być napisana tak, żeby odbiorca nie wiedział, że czyta – jak to powiedział znajomy „przez tekst powinno się płynąć” – poprawność językowa jest dla mnie bardzo ważna. Gdy widzę za dużo niedociągnięć, nie mogę się skupić na treści.

Po raz kolejny stwierdzę, że powieść Braun mnie zaskoczyła. Na szczęście tym razem pozytywnie, nawet bardzo! Rozdziałów nie naszpikowano wymuszonymi porównaniami, a przywoływanie smaczków z polskiego podwórka było zrównoważone i dobrze przemyślane. Wątek kryminalny – poza którym książka nadal była romansem – wyszedł autorce nadzwyczaj dobrze. Naprawdę nie wiedziałam, kto się okaże winnym! W dodatku pomysł suplementów z dodatkiem żeń-szenia... Nie mam pojęcia, jak autorka na to wpadła, ale to było bardzo świeże i oryginalne. Już po kilku pierwszych rozdziałach „Nie zabijaj mnie, kochanie” przypomniałam sobie, za co pokochałam pierwsze powieści Braun.

Wszystkim rozczarowanym „Historią pewnej rozwiązłości”, lub po prostu fanom sagi o Orłowskich, gorąco polecam „Nie zabijaj mnie, kochanie”. Znanych i lubianych bohaterów z poprzednich książek Braun jest tutaj dużo – ba, pozostają oni na pierwszym planie! – a jednocześnie powieść jest czymś nowym i zaskakującym. Powieść znów napisana została z myślą o paniach, więc ustawię ją na półce przeznaczonej dla literatury kobiecej, a nie kryminalnej, niemniej za kilka lat z przyjemnością do niej wrócę. Zasługuje na mocne cztery z plusem.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Danka Braun, Nie zabijaj mnie, kochanie, Warszawa, Prozami, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat