„Niech się w końcu coś zdarzy” – recenzja

Recenzja książki „Niech się w końcu coś zdarzy”.
Oczekiwanie na to, że w końcu przydarzy się coś emocjonującego w naszym życiu, może być zgubne. Czasem czekamy na coś niezwykłego, nie doceniając tego, co możemy mieć w zasięgu ręki…

Kilka lat temu rzadko sięgałam pod podobne książki – wolałam literaturę klasyczną czy coś, co według mnie było bardziej złożoną i ambitną powieścią. Literatura kobieca była pewnym stereotypowo zakazanym owocem, którego wolałam nie zrywać w obawie przed zawodem. Dziś wiem, że byłby to błąd – choćby z powodu takich książek, jak „Niech w końcu coś się zdarzy” autorstwa Trixi von Bülow.

Friederike Berger toczy żywot świeżo upieczonej rozwódki, mieszkając w wynajmowanym mieszkaniu ze swoją małą córką. Aby się utrzymać, stara się zaangażować w pracę w redakcji, przy wydawaniu nowych książek. Jednocześnie szuka miłości – tej jedynej i najlepszej, aczkolwiek drogą niespotykaną i dziwną. Nieustannie wchodzi na miny, które podkłada jej życie, aż uświadamia sobie, że chyba i ona, i ludzie dookoła za wiele od niej wymagają. Jak jednak nie oczekiwać, skoro ciągle czekamy, aż coś się wydarzy…?

Czytając tę powieść, zastanawiałam się nad tym, ile rzeczy zrobiłabym inaczej. Pewnie nie wyjechałabym nad morze, nie pozwalała wrzucić sobie na głowę tylu obowiązków, skupiała się na innych rzeczach. Początkowo coś, co nazwałam lekkomyślną bohaterki, bardzo mnie irytowało. Z czasem jednak okazało się, że to może być słuszna droga. Dochodziło do mnie, że tak naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić, jak zachowałabym się na zakręcie życiowym. I to jest właśnie istota tej książki: wspólne odkrywanie z bohaterką tego, co faktycznie jest istotne, gdy znajdziemy się w życiowym zaułku.

Dzięki bardzo ciekawemu kreowaniu świata i postaci powieść Trixi von Bülow czyta się praktycznie jednym tchem. Na pozór stereotypowa i bardzo popularna w naszych czasach opowieść o rozwódce dochodzącej do 40-stki, z córką i obowiązkami na karku, staje się podróżą przez życie każdej kobiety. Friederike, patrząc na świat swoimi oczami, pokazuje nam również inne kobiety – takie, które żyły zupełnie inaczej niż ona. Uświadamiamy sobie, że w naszych umysłach przesyconych pesymizmem każdy, nawet najprostszy plan, może spalić na panewce, a wystarczy siła pozytywnego myślenia, aby dojrzeć pozytywy w tym, czego doświadczamy.

„Niech się w końcu coś zdarzy” to powieść z cyklu „Leniwa niedziela”. Faktycznie, lektura nadaje się w sam raz jako ciekawa rozrywka na samotny wieczór czy popołudniowy relaks. Za fasadą przyjemnej treści, nie obciążającej naszego sumienia i umysłu, kryje się jednak nauka. Spędzając miło czas, szybko uczymy się, jaki kurs należy obrać w życiu, aby móc znaleźć szczęście – i że czasem wystarczy przestać go szukać, aby samo weszło nam wprost pod nogi.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Trixi von Bülow, „Niech się w końcu coś zdarzy”, Świat Książki, Warszawa 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat