„Niedopieszczeni” – recenzja

Recenzja książki „Niedopieszczeni”.
Zawsze powtarzałam, że można pisać żenująco i żenująco trochę mniej. Niestety to drugie autorowi ewidentnie się nie udało.

Korpo story i historie ze szklanych wieżowców to coraz bardziej popularny temat literacki. W końcu chcemy czytać nie tylko o tym co odległe i fascynujące, ale także o tym, co nas otacza. Można na to nakładać filtr prześmiewczy, wyszydzający albo dramatyczno-moralizatorski. Do wyboru – do koloru. Autor książki, Jan W., na korporacyjny świat nałożył jednak filtr pomieszania z poplątaniem. I wyszło mu to niezgrabnie.

Ponoć to książka, która oprowadza po szczeblach korporacyjnej drabiny. Która opisuje niezaspokojony głód sukcesu zawodowego. Bezradność wobec korporacyjnej machiny. Biurowe romanse. Pożądanie. Zranione uczucia. Miłostki. Generalnie – realia, które rządzą korpo-światem.

Czego brakuje? Wszystkiego, co ważne. Po pierwsze mechanizmu „aż tu nagle”. Jedyne, co w książce można zaobserwować, to zero zwrotów akcji, nieprzewidzianych wydarzeń. Nie ma nic. Jest tylko suchy monolog, strumień świadomości. Urywki retrospekcji. Enigmatyczne „historyjki”. Niedopowiedzenia. Nie do końca wiadomo co się tak naprawdę wydarzyło i dlaczego. Co tak bardzo, poza zwolnieniem z pracy, porusza narratora. O co tak naprawdę chodziło w relacji z NIĄ. Było tam coś, czy nie było? Jest za to dużo nawiązań do innych książek i filmów. Seksistowskich i wulgarnych komentarzy. I hektolitry żalu wylewanego pod adresem ludzi i „byłego pracodawcy”. Trochę tu romantyka i niedorosłego wewnętrznie chama. Ciekawej fabuły brak. Choć nawet obiecująco się zapowiadało. Trochę to nawet przykre, bo np. „Pokolenie Ikea” święciło swojego czasu triumfy.

Po drugie – książka nic nowego nie wnosi. Jest jeden utarty schemat i wizja złej korporacji, która niszczy ludzi, blokuje ich pomysły i pod płaszczykiem innowacyjności skrywa ciężki beton. Ale to już było… i niestety wróciło w dosyć niestrawnej wersji.

Jechanie na krytyce korporacji i wyśmiewaniu stylu życia „lemingów” (bo to słowo zrobiło jakiś czas temu oszałamiającą karierę w naszym kraju), to za mało. Chapeau bas dla tego, kto pisał blurb (kwiecisty opis na tylną okładkę). Obrazki nawet ładne. Kolorowe. Cóż, o złych książkach krótko albo wcale.

Ewa Grabowska
(redakcja@dlalejdis.pl)

Jan W., „Niedopieszczeni”, Novae Res, Gdynia 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat