Gorące lato, spotkanie w co najmniej dwuznacznej sytuacji i ciąg dalszy, którego właściwie nikt się nie spodziewa. Brzmi jak dobrze zaplanowana historia? Nie do końca, bo w „Niegrzecznym idolu” nic nie jest oczywiste. Gwiazda muzyki cierpi na kryzys twórczy i marzy, aby wszyscy mu dali spokój. Stąd pomysł, aby na chwilę wyprowadzić się na cichą prowincję.
Tylko albo prowincja nie jest cicha, albo Killian - bożyszcze sceny rockowej - nie zapomniał o imprezowej stronie swojego życia zawodowego, bo pewnego dnia trafia do Libby. Dokładnie przed dom Libby. A jeszcze dokładniej wpada motocyklem, zalany w trupa, na jej wypielęgnowany trawnik przed domem. Dziewczyna, zamiast go zbesztać i zostawić, aby trzeźwiał, zabiera go do domu, doprowadzając do względnego stanu używalności, pozwala mu się wyspać, a rano karmi domowym śniadaniem.
Ten zaskakujący początek znajomości, prędzej czy później, doprowadzi do przyjaźni, nieco szorstkiej, nieco dziwnej. Bo to nie do końca normalne, że dziewczyna, nawet gdy już wie, jak się nazywa pijany sąsiad, nie sprawdza w Google’u, kim tak naprawdę jest, co robi i czy w Internecie są jakieś jego zdjęcia. Nie kojarzy go jako gwiazdora, choć uwielbia płytę jego zespołu? Dziwne, choć tłumaczenie, że zespół wymyślił sobie chronienie wizerunku, aby wybronić się muzyką, jest do obronienia. Tylko nawet Kiss ze swoimi scenicznymi makijażami udostępnia prywatne zdjęcia. Bez makijażu. W sieci.
Trochę się czepiam, bo miejscami fabuła jest mocno naciągana, ale z drugiej strony nie spodziewałam się po lekko pikantnej historii jakiejś wielkiej historii z przesłaniem. Zatem co jest w tej książce? Dość nieporadne odnajdywanie się bogatego gwiazdora w tak zwanym normalnym świecie. Jest poznawanie świata wielkiej muzyki i muzyków, za którymi stoi sztab PR-owców, menedżerów i rzesza techników, odpowiedzialnych za to, aby ta machina, jaką widzimy na scenie, działała bez zarzutu. Jest też stara prawda, że nie wszystko da się kupić za pieniądze, nawet bardzo duże. Oczywiście pojawi się uczucie ze wszystkimi jego odcieniami, ale umówmy się: czytelniczki domagają się seksu, więc będzie, nawet w dość dobrym wydaniu.
Czy idole bywają przewidywalni? Czasem. Jednak jeśli to młody rockmen, a taki jest główny bohater tej historii, nie jest ani przewidywalnie, ani grzecznie. Dobrze, że całą historię możemy poznać także z perspektywy Libby, co daje choćby pozory obiektywności. Czy polecam? Jako lekką lekturę na wieczory, gdy się chce przeczytać coś niezobowiązująco wciągającego. Miło się zrobi także tym, którzy pamiętają te gwiazdy muzyki, na które powołują się bohaterowie. Takie dwa w jednym, choć muzyka w tej książce jest tylko jako słowa.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Kristen Callihan, „Niegrzeczny idol”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Wydanie I, Warszawa 2020
Komentarze