Niewiele jest kobiet, które równie szczerze i bez ogródek potrafiłyby powiedzieć coś takiego o samej sobie. Maria Czubaszek – bo to z jej książki pt. „Nienachalna z urody” pochodzi przywołany powyżej cytat – niewątpliwie nie była jednak osobą przeciętną, wpisującą się potulnie w obowiązujące kanony społeczne.
Zmarła niedawno pisarka, satyryczka i dziennikarka słynęła z ciętego języka, kontrowersyjnych poglądów i miłości do papierosów. Swego czasu zbulwersowała wiele osób, przyznając się publicznie do usuniętych ciąż i silnej niechęci do posiadania dzieci – nad które zdecydowanie przedkładała zwierzęta. W „Nienachalnej z urody” odnosi się do tych zagadnień, dość odważnie odsłaniając przed czytelnikami szczegóły dotyczące swojego życia. Z rozbrajającą szczerością opowiada także o innych – często kontrowersyjnych – poglądach na różne kwestie światopoglądowe i społeczne.
Charakterystyczna jest konstrukcja książki – rozdziały podzielone są na hasła (takie jak „rodzina”, „miłość”, „uroda” itp.), które następnie opatrzone są przez autorkę krótkim komentarzem, zawierającym jej skojarzenia z danym tematem. Czubaszek bardzo otwarcie dzieli się z czytelnikami wspomnieniami ze swojego życia rodzinnego – w tym z pierwszego, nieudanego małżeństwa oraz trudnej relacji z siostrą, która, jak twierdzi, jest dla niej już zupełnie obcym człowiekiem. Z właściwą sobie swadą i humorem wyraża także swoje zdanie o czołowych polskich politykach i rozpoczętej niedawno „dobrej zmianie”. Jednocześnie z zaskoczeniem czytelnik dowiaduje się, że w pisarce spoczywały spore pokłady romantyzmu i czułości, które dają o sobie znać zwłaszcza we fragmentach dotyczących jej męża, Wojciecha Karolaka, oraz… zwierząt, które uważała za lepsze od większości ludzi.
„Nienachalna z urody” zawiera też fragmenty różnych starszych utworów (skeczów, felietonów, wpisów na blogu) autorstwa Czubaszek – niektóre zostały przeniesione do tekstu w oryginalnej formie maszynopisu (czasem nawet z odręcznymi skreśleniami). Tu ujawnia się pierwszy mankament książki – w kilku przypadkach są one bowiem trudne do odczytania, żeby nie powiedzieć – nieczytelne. Ponadto niektóre historie i żarty powtarzają się kilkakrotnie, a całość jest nieco nierówna – Maria Czubaszek otwarcie przyznaje, że nie żyje, aby pracować, ale pracuje, aby żyć i że pisze nie dla przyjemności, ale głównie na zamówienie i po to, aby się utrzymać. Czytając niektóre fragmenty książki ma się wrażenie, że powstały one właśnie z takich pobudek, jakby były tworzone nieco „na siłę”.
Nie zmienia to jednak faktu, że ogólnie „Nienachalną z urody” czyta się szybko, lekko i z dużą przyjemnością. Maria Czubaszek bawi w błyskotliwy, inteligentny sposób, a jej poczucia humoru i dystansu do siebie na pewno będzie nam brakować.
Katarzyna Czupajło
(katarzyna.czupajlo@dlalejdis.pl)
Maria Czubaszek, „Nienachalna z urody”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze