Niespełniona obietnica

Recenzja książki „Miłość? Bardzo proszę”.
O ile oprawa powieści Aurelii Es „Miłość? Bardzo proszę” zdaje się obiecywać lekką i przyjemną lekturę, o tyle rzeczywistość jest zgoła inna.

Z okładki uśmiecha się do mnie blondynka, leżąca na łące pełnej pomarańczowych kwiatków. Na jednym z nich przycupnął motyl, nad innym unosi się pszczoła. Prawdziwa sielanka, myślę sobie. Nic bardziej mylnego.

Na początku historii poznajemy Urszulę, która jednak dla przyjaciół i znajomych jest po prostu Szyszką. Szyszka nie ma w życiu łatwo, pewne smutne okoliczności sprawiły, że musi dość szybko stać się osobą zaradną i odpowiedzialną za swoje życie. Na szczęście ma przy sobie ludzi, na których zawsze może liczyć. Nie musiała ich daleko szukać, bo zamieszkują tę samą kamienicę, co ona. Po śmierci matki pocieszali, wspierali, namówili na rozpoczęcie studiów, wierzyli w nią, wysłuchiwali zmartwień. Wkrótce Szyszka zakochuje się w przystojnym Adamie- z wzajemnością! Kończy studia, otrzymuje dyplom z wyróżnieniem i zyskuje dobrze płatną pracę, w której się spełnia. Kiedy wydaje się, że Szyszka ma już wszystko, czego do szczęścia potrzeba, nagle poczucie błogiego bezpieczeństwa rozsypuje się jak za uderzeniem czarodziejskiej różdżki.

Wydarzenia, które zaczęły po sobie następować, jedno po drugim, kompletnie mnie zaskoczyły. Niestety, nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Autorka jakby na siłę ciągnie swoją opowieść, wplata coraz to nowe wątki, potem od nich ucieka, następnie znowu wraca. W rezultacie do swojej książki „Miłość? Bardzo proszę” wrzuca dużo za dużo. Bo i czego tam nie ma? Są zakochani, są podróże, jest zemsta, jest niewytłumaczalne zniknięcie, jest była żona, jest ksiądz i babcia Julcia, aż w końcu są obrazy, sztuka i paranormalne zjawiska. Wszystko zostało ze sobą byle jak zmieszane i w prostej i przystępnej formie przedstawione czytelnikowi. Ciężko nie pokusić się o stwierdzenie, że historia znacznie by zyskała na atrakcyjności, gdyby została podana w nieco krótszej wersji.

„Miłość? Bardzo proszę”, w moim przekonaniu, nie wnosi nic nowego do polskiej literatury. Może za wyjątkiem odrobiny chaosu. Za Aurelię Es trzymam jednak kciuki i wierzę, że jej następna powieść będzie nieco mniej zagmatwana i bardziej spójna. Z ciekawości na pewno po nią sięgnę.

Monika Krzysztanowicz
(monika.krzysztanowicz@dlalejdis.pl)

Aurelia Es, „Miłość? Bardzo proszę”, Replika



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat