Któż z nas nie poczuł choć raz w życiu beznadziei swej egzystencji? Przed takim właśnie dylematem stanął Fabregas, bohater Mendozy. Postanawia więc porzucić z dnia na dzień żonę, pracę oraz ojczyznę i wyruszyć na poszukiwanie sensu życia. O odpowiedź jednak nie jest łatwo. Znużony i zmęczony Fabregas, nieskutecznie próbuje odnaleźć się w nowym otoczeniu, w świecie złudzeń i niedopowiedzeń, jakim okazuje się życie w Wenecji. I choć wszystko zmienia się, gdy spotyka tajemniczą Marię Clarę, to potrzeba jednak wiele czasu i zdarzeń, by oboje odnaleźli prawdę o szczęściu i sobie nawzajem.
Niech nie zwiodą was zapowiedzi, że „Wyspa niesłychana” to powieść romantyczna. Niewiele ma ona bowiem z nią wspólnego, choć o miłości szeroko pojętej traktuje. Miłość oczami Eduarda Mendozy jest gorzką pigułką, którą można się zakrztusić, gdy połknie się ją za szybko. Można ją też przeoczyć, można się nią sparzyć na całe życie. Z pewnością nie jest wartością łatwo przychodzącą i trwałą. Ulotność i kruchość, a także tajemniczość i zaskoczenie, stanowią jej istotę.
Co kryje w sobie twórczość Mendozy, że doczekał się on całej rzeszy fanów? On, podobnie zresztą jak wiele twórców hiszpańskich, postrzega rzeczywistość w sposób czarno-biały, z elementami szarości. Nie ma tu miejsca na egzaltację, cukierkowe kolory i zachowania. Nawet zakończenia, choć szczęśliwe, pozostawiają uczucie niedosytu i obraz okrutnej zwykłej rzeczywistości, niewiele mającej wspólnego z bajkami.
Mendoza posiada także niezwykły dar wplatania krótkich historyjek w główną opowieść. I nie zgrzeszę, gdy powiem, że jest ich mistrzem. Lubuje się we wtrąceniach, legendach i przypowieściach o zabarwieniu historyczno-geograficznym, które niejedną jego powieść bardzo wzbogaciły.
Abstrahując od głównego zamysłu autora, warto też nadmienić o innej odsłonie „Wyspy niesłychanej”, która pełni niejako rolę przewodnika po Wenecji. Z pewnością nie odnajdziecie nigdzie takich opisów zakątków, jakie przedstawia Mendoza, bezlitośnie obnażając przy okazji tę „przecudną wyspę”. Wenecja, pełna zmęczonych turystów, brudu i złoczyńców grasujących po ulicach może rozwiać niejedne marzenia o tym miejscu.
Czy „Wyspa niesłychana” różni się czymś, od swoich poprzedniczek? Z pewnością nie rozbawi czytelnika jak „Brak wiadomości od Gurba”, ani też nie oczaruje jak „Niewinność zagubiona w deszczu”. Na pewno porazi głębią przemyśleń, smutkiem bohaterów oraz poszukiwaniem sensu życia, tak jak wszystkie wcześniejsze publikacje Mendozy. A więc jedyną różnicą może okazać się miejsce akcji, które wybrał pisarz, po raz pierwszy zdradzając w ten sposób swą ukochaną Hiszpanię. Nie zdziwię was więc, gdy powiem, że miłośnicy Mendozy, nie poczują się rozczarowani jego najnowszą powieścią.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Eduardo Mendoza, „Wyspa niesłychana”, Znak liternova, Kraków 2011
Komentarze