Niezrozumiała i niewytłumaczalna śmierć chłopca na długie lata powinna była wstrząsnąć społecznością małego, podwarszawskiego miasteczka, a w którym dorastały trzy dziewczynki: Zuzanna, Helena i Ewka. Z Mirkiem, którego zwłoki odnaleziono w lesie po kilku dniach, nadjedzone przez zwierzęta, bawiła się tylko jego sąsiadka Hela, za to Zuza ukradkiem zerkała na niego na szkolnym podwórku. Ewka w ogóle nie zwracała na niego uwagi, bo była niedorozwiniętą córką pijaczki – Łysej Marii. W dorosłym życiu drogi kobiet miały się już nigdy nie przeciąć.
Po wyjeździe do stolicy Zuzanna zrobiła karierę i dziś podróżuje po świecie, szukając artystów, których mogłaby nakłonić do współpracy przy komercyjnych projektach. Helena sprząta w hotelu i jedynym, metaforycznym łącznikiem z dawną koleżanką jest fakt, że podczas gdy ona zbiera potłuczone skorupy hotelowej filiżanki z napisem Atena, jej rówieśniczka przechadza się po prawdziwych greckich ruinach, czując obecność mitycznych bogów. Ewki nie obchodzi nic – ważne, że udało się zdobyć dziesięć złotych na małą butelkę żytniówki.
Każda z bohaterek ma swoją historię, jednak punktów stycznych w książce Fiedorczuk nie ma zbyt wiele. Poza dzieciństwem, które każda przeżyła w inny sposób, losy kobiet miały się już nie zazębiać poza kilkoma wzmiankami np. o tym, że Helena nadal nosi w portfelu list od Zuzanny sprzed lat, w którym dawna przyjaciółka zachęca ją do kontaktu telefonicznego. Przyjaciółka Mirka nie chce wracać do przeszłości, jednak każdego dnia stara się wypełnić listę swoich zadań do ostatniego punktu, by nie mieć przeczucia, że to jej postawa przyczyniła się do czyjegoś nieszczęścia, jak – wmawia sobie – miało to miejsce w przypadku Mirka. Zuzanna natomiast nie ma czasu myśleć o niczym poza pracą, bo gdy daje się ponieść emocjom, przestaje kontrolować swój profesjonalny wizerunek. A Ewka szuka tylko ławki w parku, by móc choć trochę się przespać.
„Nieważkość” to dość smutna, przygnębiająca opowieść o tym, jak łatwo ludzkie drogi mogą się splatać, by potem już nigdy się nie przeciąć. Każda z kobiet wybrała inną drogę życia i każda w swoim wyborze jest do pewnego stopnia nieszczęśliwa, jednocześnie jednak nadal trwa w dokonanym wyborze. Szkoda, że Fiedorczuk nie pokusiła się o znalezienie uzasadnienia dla tak odmiennych losów dawnych koleżanek, odzierając nieco śmierć Mirka z jej znaczenie. Brak spójności, płynności i pewnej logiki wydarzeń to właśnie konsekwencja podjęcia zbyt wielu wątków w dość krótkiej powieści. Bardzo odległe od siebie historie, nierówne zaangażowanie w losy poszczególnych bohaterek, tworzenie wrażenie przypadkowego doboru wątków – to tylko kilka błędów, które popełniła debiutująca pisarka. Przede wszystkim jednak szkoda, że z całej „Nieważkości” nie płynie w zasadzie żadne przesłanie, żadna pointa. Fiedorczuk tak bardzo skupiła się na formie, że zapomniała o konieczności wypełnienia jej esencjonalną treścią. Książka ma pewien potencjał, który nie został wykorzystany. Spójna opowieść byłaby o wiele bardziej wartościowa niż spleciona z przypadkowych nitek historia bez zakończenia.
„Nieważkość” można oczywiście odczytywać na wiele sposobów, na przykład jako opowieść o zawieszeniu między przeszłością a teraźniejszością, gdy nadal tkwi się jedną nogą w tym, co było. Jednak konieczność odgadywania, „co autor miał na myśli”, w tym przypadku działa zdecydowanie na niekorzyść całości. A szkoda, że Fiedorczuk ma talent do zamykania w słowach poszczególnych scen z życia. Czas, by popracować nad łączeniem ich w historie.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
„Nieważkość”, Julia Fiedorczuk, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015
Komentarze