„Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu” – recenzja

Recenzja książki „Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu”.
Dobrymi chęciami nie tylko piekło jest wybrukowane.

Historia Marie, tułającej się po domach opieki osiemnastolatki, która tuż po usamodzielnieniu pada ofiarą gwałtu, a następnie staje się oskarżoną w sprawie składania fałszywych zeznań, wydawać by się mogła wytworem wyobraźni, a jednak wydarzyła się naprawdę. Temat okazał się na tyle nośny, że doczekał się zarówno książkowego reportażu będącego rozwinięciem nagradzanego artykułu, jak i ekranizacji w postaci miniserialu Netflixa. Zwiastun tego drugiego przeraził mnie bolesnym aktorstwem, w związku z czym postanowiłam trzymać się od niego z daleka i pozostać przy przeczytaniu relacji T. Christiana Millera i Kena Armstronga, co okazało się przysłowiowym wpadnięciem z deszczu pod rynnę.

Już od pierwszych stron nie mogłam pozbyć się wrażenia, że reporterzy, tak i niegdyś przesłuchujący główną bohaterkę policjanci, mieli jak najlepsze zamiary, ale splot wydarzeń i błędnie podjętych decyzji doprowadził do tego, że wyszło dokładnie na odwrót. Miller i Armstrong tak bardzo starają się zaprezentować ogrom przeprowadzonej pracy badawczej, że znika im z pola widzenia jej sedno. Przez większość czasu nie byłam w stanie myśleć o dalszym rozwoju wypadków, ani o tym, co musiała w tym konkretnym momencie czuć Marie. Zamiast tego zadawałam sobie pytanie: „Do czego ma mi być potrzebna ta informacja?”. Mamy tu i biografie funkcjonariuszy, przeszłe wykorzystania budynków, przewodnikowe informacje na temat opisywanych miast, sprzeczne statystyki i całą masę źródeł sprzed wieków, które może po prostu skwitować słowami, że ludzie odpowiedzialni za przesłuchania nie tylko współcześnie mogą mieć problem z zaakceptowaniem, że dana kobieta nie zmyśliła sobie swych traumatycznych przeżyć. Można odnieść wrażenie, że nie czytamy książki, a ładnie wydaną pracę zaliczeniową, w której do otrzymania pozytywnej oceny wymagana jest określona liczba przypisów. Całe to wodolejstwo zmieniło „Niewiarygodne. Prawdziwą historię gwałtu” w wybitnie ciężkostrawną i męczącą lekturę, co jest niemałym osiągnięciem, biorąc pod uwagę jej niewielkie rozmiary i wagę podejmowanego problemu amerykańskiego wymiaru prawa.

Brak krytycznej selekcji materiału to nie jedyna bolączka autorskiego duetu. W odbiorze nie pomagają również dziwne sformułowania oraz chaotyczne skakanie między perspektywami czasowymi. Może miały one za zadanie wprowadzić nutę niepewności lub zdynamizować opowiadaną historię, ale ostatecznie nie służą niczemu poza dekoncentracją czytelnika i zaciemnianiem obrazu.

Mimo szczerych chęci nie mogę powiedzieć nic dobrego o „Niewiarygodnym…”. Osobom ciekawym dramatycznej sprawy Marie i jej oprawcy o rozdwojonej osobowości polecam szukanie informacji w internecie. W recenzowanej książce stosunek ważnych dla sprawy faktów i niewiele wnoszących wtrąceń wypada na niekorzyść odbiorcy, wywołując, delikatnie mówiąc, poczucie marnowania czasu.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

T. Christian Miller, Ken Armstrong, „Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu”, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat