Przede wszystkim dlatego, że jeśli tak jak ja wcześniej nie znaliście twórczości tej pisarki, to po przeczytaniu tej pozycji z chęcią sięgniecie po następną jej książkę. „Niewidzialny” to wprawdzie siódmy tom sagi o agencie Willu Trencie, jednak historia zawarta w tej powieści jest spójna i stanowi zamkniętą całość, dzięki czemu nawet nie znając wcześniejszych perypetii głównych bohaterów, bez trudu można odnaleźć się w ich świecie. Z pewnością jednak sięgnięcie po „Niewidzialnego” jako po kolejną część, opowieść pozwala czytelnikowi lepiej zrozumieć postępowanie postaci i ich motywacje, a znajomość ich przeszłości dodaje smaku całości. Niemniej, to dopiero pierwszy z argumentów, dla których nie należy się wahać, sięgając po tę pozycją na półce.
Drugi z nich to oczywiście świetna fabuła. Jak na rasowy thriller przystało, wszystko dzieje się w błyskawicznym tempie - aż trudno uwierzyć, że na ponad 460 stronach główną oś fabularną stanowią wydarzenia z kilkudziesięciu godzin, wspierane stosownymi retrospekcjami, dodawanymi w kluczowych momentach. Dzięki temu nie ma miejsca na przegadane opisy, przydługie wywody i niepotrzebne wtrącenia – w „Niewidzialnym” nie ma miejsca na stratę czasu i papieru. I tak tym razem agent Trent ma za zadanie rozpracować bandę lokalnych złoczyńców, jednak przez przypadek sam trafia do grona podejrzanych o rabunek i morderstwo. Doświadczony glina staje przez wielkim wyzwaniem – czy zdemaskować swoją przykrywkę, czy do końca grać „złego faceta”. Oprócz względów operacyjnych pojawiają się również argumenty natury prywatnej – Will musi ocenić, czy miłość do Sary jest powodem, dla którego powinien ją oszukiwać, czy wręcz przeciwnie – tylko prawda ma szansę uratować ten związek. Tym bardziej, że piękna lekarka doskonale wie, co to znaczy być kobietą gliniarza, a jej obecność wśród lokalnych policjantów nie budzi niczyich zastrzeżeń. Czy jednak pościg za nieuchwytnym nie okaże się zbyt wciągającą rozgrywką? Tym bardziej, że znów chodzi o nikogo innego, jak tylko o Lenę Adams...
To właśnie działania tej młodej policjantki doprowadziły do niejednej tragedii. Jednak równocześnie ta znienawidzona przez wielu strażniczka prawa sama została bardzo boleśnie doświadczona przez los, tym bardziej, że za każdym razem musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to właśnie ona faktycznie ponosi winę za to, co spotyka ją i jej najbliższych. Choć jest bezkompromisową policjantką, to w pewnych sytuacjach pokazuje, że chciałaby pozbyć się tej maski twardej kobiety. Karin Slaughter w bardzo zgrabny sposób konstruuje postać Leny jako osoby, której trudno pogodzić się z losem, a z drugiej strony osoby, która za wszelką cenę nie chce wyjść z narzuconej sobie roli.
Zresztą, w ogóle kreacja postaci w „Niewidzialnym” jest bardzo interesująca, a co warto podkreślić, autorka światowi kojarzonemu przede wszystkim z mężczyznami nadaje bardzo wyraźny kobiecy ryt poprzez wprowadzenie mocnych, wyrazistych postaci – oprócz Leny pojawiają się Sara – ukochana Willa, Faith – zabójczo skuteczna partnerka agenta Trenta, Amanda – jego przełożona, major Denise Branson z wydziału policji w Macon czy nawet Cayla – pielęgniarka uwodząca Willa. Panie zyskały naprawdę dużą reprezentację w tym środowisku i w „Niewidzialnym” to płeć piękna jest silna, zdeterminowana i gotowa do największych poświęceń, a agent Will momentami jest jedynie wykonawcą ich woli.
Karin Slaughter stworzyła dobry, solidny thriller, trzymający w napięciu do ostatnich stron i serwujący rozwiązanie, którego naprawdę trudno się spodziewać. Nie brakuje w nim scen przemocy i brutalności, co wrażliwych czytelników może zniechęcić, jednak mogę Was zapewnić, że warto przejść nad ewentualnymi niedociągnięciami do porządku dziennego, bo „Niewidziany” to naprawdę kawał dobrej roboty i po prostu porządna powieść z dreszczykiem.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Karin Slaughter, „Niewidzialny”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2016
Komentarze