„Nieznane oblicze Wikingów” – recenzja

Recenzja książki „Nieznane oblicze Wikingów”.
„- Najazdy to nasza główna branża gospodarki. W końcu jesteśmy Wikingami. - Jakież to jest żałosne, jeśli naszą główną branżą gospodarki jest dźganie ludzi mieczem, gwałty i najazdy. To wszystko brzmi jak z roku 770”.

Taki dialog można usłyszeć w czwartym odcinku satyrycznego, a jednak znacznie trafniej  od swych amerykańskich odpowiedników oddającego realia nordyckiego świata, serialu „Norsemen”. Ta niestety zakończona już produkcja, jak i recenzowana dziś książka Eleanor Barraclough „Nieznane oblicze Wikingów. Zapomniane opowieści nordyckiego świata”, starają się wyjść poza granice stereotypowego wizerunku ludzi Północy i przybliżyć nam nie tyle podboje, bitwy i wielkich władców, a szarą codzienność Skandynawów z epoki średniowiecza.

Autorka jest profesorem historii i wykłada na Uniwersytecie Bath Spa. Głównym obiektem jej zainteresowań są właśnie czasy wikingów. Poświęciła im m.in. niewydaną w Polsce pozycję „Beyond the Northlands: Viking Voyages and the Old Norse Sagas” i drugą w kolejności, którą miałam w ostatnie dwa wieczory przyjemność przeczytać, a w oryginale zatytułowaną nieco bardziej poetycko - „Embers of the Hands: Hidden Histories of the Viking Age”.

Książka podzielona jest na prolog, 10 rozdziałów, podziękowania, przypisy końcowe, spis materiałów dodatkowych, wykorzystanej bibliografii i ilustracji oraz indeks pojęć, dzięki któremu można po zakończeniu lektury z łatwością powrócić do interesujących nas wątków. W sumie otrzymujemy prawie 360 stron, z czego materiały uzupełniające zajmują ostatnie sześćdziesiąt. Jak na literaturę historyczną, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę większy format, jest to wciąż „normalna” i nieprzytłaczająca objętość.

Prolog zaczyna się od przyrównania historii do rzeki, która „jest wiecznie w ruchu, cały czas  się zmienia i szuka nowych dróg. Podąża różnymi odgałęzieniami, które po pewnym czasie znów się zbiegają”. Podobny zabieg Eleanor Barraclough próbowała zastosować w rozdziale pierwszym, czyli wprowadzeniu, które jest moim zdaniem zdecydowanie za długie i nieco przytłumiło mój początkowy entuzjazm. Za dużo było w nim kluczenia po tematach, sygnalizowania pewnych spraw, by zaraz z nich zboczyć i zacząć pisać o czymś innym. Być może autorce zależało, aby każdy czytelnik bez wglądu na to, gdzie na skali laik — ekspert się znajduje, posiadał już po kilkudziesięciu stronach pewien zasób wiedzy, ale trochę przy tym przedobrzyła.

Kiedy jednak przechodzimy do właściwej i bardziej uporządkowanej treści, mamy możliwość podziwiania przedmiotów małych i niepozornych, a jednak wiele mówiących o realiach życia ich twórców i/lub użytkowników. Moim ulubionym pozostanie młot Thora podpisany przez rzemieślnika słowami „To jest młot”, tak, żeby nie było żadnej wątpliwości. Większość ilustracji utrzymana jest w czerni i bieli, ale w okolicy dwusetnej strony znajduje się kolorowa, wydrukowana na śliskim papierze wkładka z blisko dwudziestoma zdjęciami wysokiej jakości, dzięki czemu możemy jeszcze dokładniej przyjrzeć się opisywanym wcześniej artefaktom. Styl, jakim posługuje się autorka, jest przystępny, czasem nawet bardziej literacki czy filozoficzny niż naukowy, ale wymaga ciągłego skupienia ze względu na ilość prezentowanych informacji i cytowanych źródeł.

Podsumowując, książkę polecam wszystkim, którzy chcieliby zarówno poszerzyć swą wiedzę, jak i wyzbyć się niektórych mylnych, ale wciąż przemycanych przez popkulturę, mitów.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Eleanor Barraclough, „Nieznane oblicze Wikingów. Zapomniane opowieści nordyckiego świata”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat