Przygody Paula opisane zostały uprzednio w dwóch tomach - „Przenośnych drzwiach” i „Śniło ci się”, czytelnik jednak nic nie traci, ponieważ narrator często wraca do poprzednich zdarzeń, omawia je i wałkuje, przypominając, co z czego się wzięło.
Paul Carpenter to człowiek, dookoła którego wszystko się dzieje. Jako mały chłopiec został sprzedany przez swoich rodziców na wieczne zapracowanie do firmy J.W. Wells, gdzie dzielnie, wśród goblinów, wykonuje zadania, delikatnie mówiąc, bez głębszego sensu. Paul, jako rasowy nieudacznik, postanawia rozprawić się ze swoim życiem i stawić czoło problemom. Przy okazji będzie musiał, jak przystało na literaturę fantastyczną, uratować świat, zapobiec wielkiej katastrofie i odnaleźć sens życia oraz prawdziwą miłość. Nasz bohater zatem raz biega po firmie, raz umiera, raz zmartwychwstaje i tak dalej przez całą powieść. Fabuła jest na tyle zagmatwana, że momentami wkurza, trochę tu chyba za dużo wątków, osób i przerysowania. I to odznacza się wielkim minusem na koncie autora. Ale Holt rewelacyjnie radzi sobie z grami słownymi, gagami sytuacyjnymi i humorem, który, przynajmniej w niektórych momentach powoduje wielkie napady niepohamowanego śmiechu. To sprawia, że książkę można uznać za komedię. Fantastyczną komedię.
Wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy bohatera, co jest niesamowicie fajne, bo sprawia, ze coś, w co nigdy byśmy nie uwierzyli, staje się trochę bardziej realne. Mamy u Holta wszystko to, co potrzebne jest w dobrej fantastyce –bohatera, problem, walkę dobra ze złem i niestworzone postaci. Mamy dalej zagadkę, magię i drogę. Do tego autor dodaje garść humoru i ironii.
Trochę tutaj słowotoku i chyba za dużo absurdu. Pierwsza połowa książki mnie rozśmieszyła, rozbawiła i zaintrygowała. Druga natomiast – choć powinno być odwrotnie, bo w drugiej połowie wszystko zaczyna się układać – znużyła i wkurzyła.
Niestety, powieści nie da się przeczytać w jeden wieczór. Jest zbyt męcząca i zbyt zagmatwana, ale za to pozwoli nam na kilka dni zatopić się w świat specyficzny i pełen humoru. Wywoła uśmiech na twarzy i choć na chwilę wyrwie nas z szarej rzeczywistości. Wyrwie nas i zaprowadzi do rzeczywistości tak absurdalnej, że aż śmiesznej. I na tym chyba polega sukces Holta – jego humor jest tak głupi, że aż śmieszy.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Tom Holt, „Ziemia, powietrze, ogień i… budyń”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze