Nikt inny

Recenzja książki „Kto, jak nie ja?”.
Katarzynie Kołczewskiej dobrze udało się oddać wszystkie emocje targające główną bohaterką. Na tyle dobrze, że podczas lektury przeżywamy wszystko wraz z nią.

Anna Słabkowska, bohaterka powieści „Kto, jak nie ja?”, to kobieta po pięćdziesiątce, która, przynajmniej według samej siebie ma względnie ułożone życie. Prawda jest taka, że jest kobietą dość samotną, skłóconą z siostrą, nie szukającą kontaktu z resztą rodziny, załamaną po śmierci matki, której nie może sobie wybaczyć, a przede wszystkim staczającą się w dół po równi pochyłej, przy sporej pomocy alkoholu, jej jedynego kompana. Wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, prawda? A jednak... do domu Anny trafia 3-letnia Ola, która właśnie straciła rodziców. I nagle okazuje się, że nikt inny nie może się nią zająć.

Ciężko jest przewartościować swoje życie w momencie pojawienia się dziecka. Tyle, że na ogół mamy na to przynajmniej dziewięć miesięcy, w trakcie których możemy przyzwyczaić się do tego, że już wkrótce wszystko się zmieni. Bohaterka Katarzyny Kołczewskiej tego czasu nie miała. Nie radząc sobie z własnym życiem, musiała zacząć sobie radzić także z życiem cudzym, które właściwie z dnia na dzień stało się od niej całkowicie zależne.

Katarzynie Kołczewskiej dobrze udało się oddać wszystkie emocje targające główną bohaterką. Na tyle dobrze, że podczas lektury przeżywamy wszystko wraz z nią. Współczujemy, złościmy się, mamy ochotę się upić albo zwinąć się w kulkę i zamknąć przed światem. Nie zliczę, ile razy miałam ochotę w trakcie czytania krzyczeć! Na dziadków Oli, na jej wujka, na nią samą, na prawników, na sędziów, na system i na ogromną niesprawiedliwość, jaka spotyka niestety nie tylko bohaterów książki „Kto jak nie ja?”, a na którą często nic nie można poradzić.

Na uwagę zasługują też postacie drugoplanowe, a wśród nich przede wszystkim dziadkowie Oli. Magda skupiona na sobie tak bardzo, że nie dostrzega nic poza czubkiem własnego nosa i Robert, wiecznie lękający się żony i o żonę, i to tak bardzo, że raz za razem lekceważy czy też zupełnie nie dostrzega potrzeb nie tylko innych ludzi (w tym własnej wnuczki), ale głównie samego siebie.

Przerażające są wizyty Anny, a później i pobyt Oli w pogotowiu opiekuńczym. Przerażające tym bardziej, że to miejsca nie wymyślone przez autorkę, a znane z naszej szarej rzeczywistości, niektórym znane aż nazbyt dobrze. Miejsca ponure, smutne, miejsca, w których pobyt niczemu winnych dzieci czasem przedłuża się w nieskończoność, z którym czasami nie ma żadnej drogi wyjścia.

W trakcie lektury książki „Kto jak nie ja?” wydawało mi się przez chwilę, że trzecia część, w której obserwować możemy Olę w wieku nastoletnim i u progu dorosłości, jest zupełnie zbędna. Że to bezsensowne przeciąganie tego, co powinno się dawno skończyć. Był nawet moment, kiedy poczułam przesyt całą tą historią i chyba dopiero po przewróceniu ostatniej kartki dotarło do mnie jak bardzo to pociągnięcie jej o wiele dalej, niż byśmy się spodziewali, było potrzebne. Jak zgrabnie dopełniło całość i ile książka by straciła, gdyby autorka zdecydowała się postawić ostatnią kropkę dużo wcześniej.

„Kto, jak nie ja?” to świetny, poruszający, mocny debiut. Z całego serca polecam, a sama czekam na kolejną książkę Kołczewskiej.

Izabela Raducka
(izabela.raducka@kobieta20.pl)

Katarzyna Kołczewska, „Kto, jak nie ja?”, Prószyński i S-ka , Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat